Rozdział XX "Pożegnanie" >> środa, 24 września 2008 12:25:02
Nicky leżała na swoim łóżku i myślała. Była zła i zarazem smutna, że nie może nic zrobić by powstrzymać Nikko. To właśnie dzisiaj miał wyjechać do Bułgarii. Tak szybko ten tydzień minął. Za szybko... Wstała i zaczęła się szykować. Chciała wyglądać dziś wyjątkowo. Nie powiedziała Nikko o tym, że ma zamiar pojechać do Bułgarii, by odszukać swojego brata. Otworzyła szafę i wyjęła obcisłe, czarne spodnie i czerwoną bluzkę. Podeszła do nocnej szafki i otworzyła ją, wyjmując z niej naszyjnik, który dostała w Wigilię od niego. Uwielbiała go. Zeszła na dół po schodach, gdzie czekali już na nią Draco z Hermioną.
-Gotowa? - spytała brunetka, na co Nicky kiwnęła twierdząco głową
-No to wychodzimy! - oznajmił Malfoy, a następnie całą trójką ruszyli na pożegnanie z Nikko.
Czekał już na nich na peronie. Nicky, gdy go zobaczyła przyspieszyła kroku.
-Nikko... - szepnęła mu do ucha, tuląc mocno do siebie. - Nawet nie wiesz jak będę tęsknić. - Łzy zaczęły spływać po jej policzkach.
-Ja za Tobą także, Nicky. Kocham Cię. - powiedział, na co dziewczyna podniosła do góry głowę.
-Ja Ciebie też. To, że Cię spotkałam to była najlepsza rzecz, jaka mi się zdarzyła w życiu.
Przyciągnął ją do siebie w następnej chwili i zaczął całować. To było dla niej, tak, jakby świat, który przez ostatnich parę tygodni zleciał z własnej osi, nagle wrócił do normy. Nikko trzymał ją w ramionach i wszystko było w jak najlepszym porządku. Wiedziała, że on ją kocha. To było cudowne uczucie.

Hermiona spoglądała na tą parę zakochanych ze smutkiem. Było jej smutno, gdyż Nicky cierpiała, a ona nie mogła nic na to poradzić. Tym razem była bezradna. Po chwili poczuła jak ktoś łapie ją za rękę.
-Draco! - powiedziała cicho i wyrwała swoją rękę z jego.
-Wybacz... odrzekł, spoglądając w jej oczy.
-Chodź. - oznajmiła i oboje ruszyli pożegnać się z Nikko. - Będzie nam Cię brakowało. - przytuliła go.
-Do zobaczenia, stary! - pożegnał się blondyn, podając rękę ślizgonowi.
-Cieszę się, że was poznałem. To był mój najlepszy rok w Hogwarcie. To prawda, że było czasem niebezpiecznie, no i tam w domu Voldemorta również... Myślałem wtedy, że zginę... ale spotkałem osobę, która jest dla mnie bardzo ważna - tu spojrzał na Nicky - Wrócę do Ciebie, Nicky. Czekaj na mnie - powiedział i ją pocałował...
Usłyszeli komunikat, który informował, że pociąg do Bułgarii odjeżdża za pięć minut.
-Żegnajcie przyjaciele. - powiedział Nikko i ruszył w stronę pociągu. Po chwili zniknął im z oczu, a Nicky osunęła się na podłogę. Z jej oczu nieustannie leciały łzy... Hermiona próbowała ją jakoś pocieszyć, ale bezskutecznie...

Tydzień później...
Hermiona stała na peronie razem z Draco. Czekali na Nicky, która się nie pojawiała... Dwadzieścia minut temu, gdy w trójkę wychodzili z domu, powiedziała im, że zapomniała zabrać naszyjnik od Nikko, który dostała na święta i żeby poszli sami, a ona do nich dojdzie. Nie pojawiała się nadal, a pociąg za pięć minut odjeżdżał.
-Musimy już wsiadać. - odezwał się Malfoy.
-Tak, wiem, ale gdzie ta Nicky. - powiedziała brunetka, rozglądając się dookoła.
-A może Nicky siedzi teraz, w którymś z przedziałów i na nas czeka? Z pewnością tak jest. Chodź. - oznajmił i pociągnął ją w stronę pociągu. Hermiona nie była, co do tego przekonana. Ale na peronie było tylu ludzi, że mogli jej nie zauważyć jak wchodzi do pociągu. Pociąg po chwili ruszył ze stacji King's Cross, a dwójka przyjaciół zaczęła szukać po przedziałach Nicky, mając ogromną nadzieję, że w którymś z nich będzie na nich czekała...

Nicky tymczasem jechała, albo raczej leciała w powietrzu niewidzialnym dla mugoli samochodem. Pragnęła dotrzeć do Bułgarii, gdzie mieściła się szkoła Durmstrang. Chciała odszukać swojego zaginionego brata i przy okazji spotkać się z Nikko. Minął, co prawda tydzień odkąd się z nim pożegnała, ale już bardzo za nim tęskniła.
Podróż była bardzo długa i męcząca, więc Nicky, gdy zobaczyła Durmstrang, głęboko odetchnęła. Niestety było już późno i szkoła z pewnością została zamknięta. Nie było żadnych szans, żeby teraz tam się dostała. Niedaleko znajdowało się małe miasteczko, coś na wzór Hogsmeade, gdzie dziewczyna postanowiła się udać. Weszła do pierwszego lepszego hotelu i zarezerwowała pokój na trzy doby. Recepcjonistka wręczyła jej klucz do pokoju numer 7 i wyjaśniła jak ma do niego dojść. Bez problemu znalazła pokój, w którym miała spędzić najbliższe dni. Wiedziała jednak, że szybko nie zaśnie. Pokój okazał się mały. Nie było to coś nadzwyczajnego, ale Nicky potrzebowała jedynie łóżka, biurka i jakiejś lampki, przy której planowała przesiedzieć kilka godzin. Chciała bowiem obmyślić plan działania na jutrzejszy dzień.

Notka była już bardzo dawno napisana. Nie miałam czasu jej umieścić na mylogu. No, ale teraz siedzę w domu, gdyż jestem chora i znalazłam czas ;)
Pozdrawiam.

Megami.
komentarze [6]

Rozdział XIX "Pocałunek" >> czwartek, 20 marca 2008 17:22:38


Gdyby nie wczorajsza rozmowa z Nikko dzisiaj już by była w drodze do Bułgarii, do Durmstrangu. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Ostatni tydzień razem. Tak bardzo będzie jej go brakowało. Była 6:00 nad ranem, a Nicky prze całą noc nie zmrużyła oka. Nie była w stanie zasnąć wiedząc, że traci powoli Nikko. Siedziała w ogródku i cicho płakała, tak by nie zbudzić przyjaciół.

Hermiona nie mogła dalej spać. Miała jakieś złe przeczucie. Nie wiedziała co to może być. Przebrała się w codzienne ciuchy, wcześniej robiąc poranne czynności, po czym wyszła z sypialni. Dom był pogrążony w ciszy. Z resztą nic dziwnego o tej porze. Postanowiła udać się do biblioteki i poczytać jakąś książkę, dopóki domownicy się nie obudzą. Słonce zaczynało wschodzić, a świat budzić do życia. Brunetka wyjrzała przez okno, podziwiając wchód słońca. Coś dziwnego jednak przykuło jej uwagę. Ktoś był w ogródku. "Nicky, ale co ona robi o tej porze w ogrodzie? Zazwyczaj śpi do 10:00". Postanowiła do niej pójść. Zaniepokoiło ją to.
Śnieg leżał wszędzie. Hermionie z trudem udawało się przebrnąć przez zaspy śniegu.
-Dzień dobry. - przywitała się, podchodząc do siostry, która siedziała na dwuosobowej ławce. Nie uzyskała odpowiedzi. Nicky drgnęła na słowa dziewczyny, lecz nie podniosła wzroku. - Co się stało? - zapytała i podniosła do góry twarz gryffonki.
-Nic... - oznajmiła cicho.
-Jak to nic? Przecież widzę, że coś się stało... Proszę Cię, powiedz. Przecież jesteśmy siostrami. Powinnyśmy sobie mówić wszystko. - powiedziała, siadając obok niej i tuląc mocno do siebie.
-Nikko... on... - zaczęła, lecz Hermiona jej przerwała.
-Co? Skrzywdził Cię? Powiedział Ci coś przykrego? - spytała przejęta.
-On się... przeprowadza... do Bułgarii. - odpowiedziała powoli, robiąc krótkie pauzy. Hermiona zamilkła. Wiedziała co to oznacza. Zastanawiała się jednak jaki jest tego powód. Otarła łzy siostry i mocno do siebie przytuliła. Nie chciała na razie pytać o więcej. Z pewnością by pogorszyła jej stan.
-Wszystko będzie dobrze... Zobaczysz, że się jakoś ułoży.

Wróciły do ciepłego domu. Nicky się trochę uspokoiła, chociaż nadał była przygaszona. Hermiona zapaliła w kominku, aby ogrzać pomieszczenie.
Po chwili do pokoju wszedł Nikko. Brunetka spojrzała najpierw na siostrę, później na niego i stwierdziła, że jest tu niepotrzebna. Powinni ze sobą porozmawiać na osobności. Wymknęła się po cichu z salonu. Weszła po schodach na górę. Chciała teraz zatopić się w jakiejś ciekawej lekturze. Idąc wąskim korytarzem, w pewnym momencie została wciągnięta do jakiegoś pomieszczenia. To wszystko działo się za szybko, by mogła zareagować. Spostrzegła, że osobą, która wciągnęła ją do pokoju był Malfoy.
-Co Ty...?! - zaczęła, lecz młody blondyn zatkał jej usta pocałunkiem. Hermiona od tak dawna pragnęła tego pocałunki, że nie mogła się opanować i kazać mu przestać. Już od dawna czuła, że go kocha. Bała się jednak, że Draco ją zrani. Poznając go lepiej, uznawała, że chłopak coraz bardziej się zmienia... na lepsze. Stanął nawet przed swoim ojcem w jej obronie, przez co został wydziedziczony. Całowali się zachłannie jakby to miał być ich pierwszy, a zarazem ostatni pocałunek.
-Draco, co Ty robisz? - zapytała bez wyrzutów, trzymając ręce na jego klatce.
-Hermiono ja już nie mogę tego znieść. Kocham Cię, a Ty mnie, więc dlaczego nie możemy być razem? - spytał, patrząc jej głęboko w oczy.
-Nie rozumiesz, że ten związek nie miałby sensu? To nie ma przyszłości... - powiedziała ze smutkiem w oczach.
-Nie możemy chociaż spróbować? - zapytał, stojąc cały czas w tym samym miejscu. Brunetka pocałowała delikatnie ślizgona, po czym odpowiedziała.
-Muszę mieć pewność, że się zmieniłeś.
Następnie wyszła z jego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Była zdziwiona wyznaniem chłopaka. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie zaprzeczając jego zdaniu, przyznała się do tego, że ona także go kocha.
Ruszyła do swojego pokoju, a gdy się tam znalazła zaczęła po raz kolejny rozmyślać o mamie. Nie była nawet pewna czy ona nadał żyje. Wierzyła jednak w to, że nic jej się nie stało...

Przepraszam, że tak długo nie dodawałam notki ;( Trochę krótki mi wyszedł ten rozdział, no ale cóż... Postaram się, żeby kolejny był dłuższy ;) Pozdrawiam.

Megami! ;*
komentarze [7]

XVIII "Koniec?" >> sobota, 9 lutego 2008 19:54:32


Nadszedł 26 grudnia. Upragnione przez wszystkich Święta Bożego Narodzenia. Trójka 16-latków przygotowywała się do kolacji. Tegoroczne święta odbywały się w domu Nicky, gdzie jeszcze tak niedawno przebywali śmierciożercy. Dla ich bezpieczeństwa, Hermiona zabezpieczyła dom. Rzuciła kilkoma zaklęciami, by żaden ze śmierciożerców nie mógł przejść przez próg.
Nicky miała pewien plan. Mianowicie postanowiła, że po świętach Bożego Narodzenia opuści na kilka dni dom i spróbuję odnaleźć swojego brata. Musiała go odszukać przed Voldemortem. Nikt o tym nie wiedział i brunetka nie miała zamiaru nikomu wyjawić jej planów. Chciała to zrobić na własną rękę.
Nakrywała do stołu, gdy Nikko pojawił się w kominku. Ucieszyła się, kiedy go zobaczyła i poszła się z nim przywitać.
-Witaj! - powiedziała i przytuliła się do niego.
-Miło Cię znowu widzieć, Nicky! - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
-Ciebie również. - uśmiechnęła się i powiedziała, żeby zdjął kurtkę. Zabrała od niego kuferek, po czym jednym zaklęciem przeniosła do pokoju na górze, w którym miał przez jakiś czas spać. Udali się do kuchni, gdzie przebywali Draco z Hermioną. Przyłapali ich w trochę dziwnej pozycji. Młody Malfoy leżał na Hermionie.
-Yyy...to my może nie będziemy wam przeszkadzać. - odezwała się Nicky rozbawiona tą sytuacją.
-To nie to co myślisz... - powiedziała Hermiona, czerwona na twarzy. - Złaź ze mnie, Malfoy! - krzyknęła w stronę blondyna, a gdy on się nie ruszył, zepchnęła go na bok.
-Nie przeszkadzajcie sobie. - oznajmił Nikko.
-To nie tak. - wstała. - No bo... Malfoy chciał sięgnąć po cukier, no a ten cukier był za mną nasz szafce i nie mógł przejść, a ja nie mogłam się przesunąć, bo robiłam dla nas kolacje, więc on się wkurzył i mnie popchnął. Wtedy ja się zachwiałam i on mnie chciał uratować od upadku, ale coś mu nie wyszło, bo spadł razem ze mną. W dodatku na mnie... - wyjaśniła i po chwili zwróciła się do chłopaka z pretensją. - Ciężki jesteś.
Draco w ogóle nie zwrócił na nią uwagi. Podszedł do Nikko i uścisnął mu rękę.
-W końcu będę miał jakieś normalne towarzystwo. Nie dość, że facet, to do tego ślizgon. - odrzekł i w tym samym czasie dostał cios w ramię od Nicky.
-Nie pasowało Ci nasze towarzystwo? - zapytała rozzłoszczona.
-Jest duża różnica pomiędzy towarzystwem kobiet, a mężczyzn. Gdyby Nikko tu nie było, to bym chyba zwariował. - oznajmił, a reszta zaczęła się śmiać.
-Na pewno nie było tak źle. Nie przesadzaj. - powiedziała Hermiona. - Może już zaczynamy?
-A no racja. No to zapraszam do stołu. - odezwała się Nicky, gestem ręki wskazując na stół.
Tak właśnie zaczęły się ich pierwsze i prawdopodobnie ostatnie wspólnie spędzone święta.

W nocy Nicky nie mogła zasnąć. Podniosła z szafki nocnej srebrny łańcuszek z serduszkiem, który dostała od Nikko. Bardzo jej się podobał, bo po pierwsze: Był to prezent od Nikko, po drugie: Z tyłu serduszka były wyryte jego iniciały (N.M), natomiast z przodu jej (N.R) Nicky Riddle.
W pewnym momencie usłyszała czyjeś kroki. Ktoś przeszedł obok jej pokoju i poszedł dalej. Brunetka była bardzo ciekawa, kto ma problem ze snem tak jak ona, więc postanowiła wyjść. Nałożyła szlafrok i starając się jak najciszej, wyszła ze swojej sypialni. Zeszła na dół ze schodów i skierowała swoje kroki w stronę światła. Nikko siedział przy kominku.
-Nie możesz spać? - zapytała szeptem, na co on się odwrócił w jej stronę.
-Tak. Widzę, że nie jestem sam. - odpowiedział i poklepał wolne miejsce obok niego. Usiadła na wyznaczonym miejscu.
-Nikko?
-Hm?
-Coś się stało? Przez cały wieczór byłeś jakiś przygaszony.
-Nie da się przed Tobą nic ukryć. - westchnął.
-A więc jednak? - spytała, kładąc swoją rękę na jego ramieniu.
-Chciałem Ci powiedzieć o tym później, ale chyba jednak będzie lepiej teraz... - oznajmił zasmucony. Nicky była pewna, że to coś poważnego. Bała sie... bała się tego co za chwilę usłyszy. Nie odezwała się. Czekała, aż Nikko wszystko jej wyjaśni.
-Uwierz mi, to jest dla mnie bardzo trudne... - zaczął. - Tyle razy z nim rozmawiałem... Ale on nie może przyjąć do wiadomości, że ja tego wcale nie chcę. - Brunetka nie wiedziała o kim on teraz mówi, ale z pewnością zaraz miała się tego dowiedzieć, więc milczała. Chłopak starał się nie patrzeć na nią. Widziała to, widziała, że unika jej wzroku. - Mój ojciec, gdy się dowiedział o tym, co miało miejsce ostatnio w Hogwarcie. O tym, że mogłem zginąć. Postanowił, że najlepiej będzie jeśli przeniesiemy się do Bułgarii...
-Co masz na myśli, mówiąc o przeniesieniu do Bułgarii? - zapytała, choć znała już odpowiedź.
-Wyjeżdżam. Po świętach nie wracam do Hogwartu.
Zrobiło się jej gorąco. Jeszcze chyba nigdy w życiu się tak nie czuła. Wstała. Nie wiedziała co ma robić.
-To nie prawda. Zapewne robisz sobie żarty. To jakieś prima aprilis, albo coś w tym stylu, prawda? - była zdenerwowana.
-Nicky...
-Nie, nie. Nie możesz wyjechać, nie rozumiesz tego? Potrzebuję Cię! - łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Chłopak podszedł do niej i przyciągnął do siebie. Przytulił z całą czułością, jaką teraz posiadał.
-Nikko...nie. - czuł jak jego koszula robi się mokra od jej łez. Serce go bolało. Kochał ją. Traktował jak swoją dziewczynę, chociaż tak naprawdę nigdy ze sobą nie byli. Nie chciał tego robić. Chciał zostać razem z nią, być przy niej na dobre i na złe.
-Obiecuję Ci, że kiedy tylko uzyskam pełnoletność, wrócę tu. Wrócę do Ciebie. - odchylił jej głowę i spojrzał w zapłakane oczy.

Ta notka poświęcona jest wyłącznie Nicky :P
Tak jakoś wyszło.
Notka miała być bardzo, bardzo dawno temu, ale dopiero teraz miałam czas by ją umieścić na myloga ;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników tego opowiadania.

Megami! ;*
komentarze [14]

Rozdział XVII "Święta tuż tuż..." >> niedziela, 23 grudnia 2007 17:29:50


Usiadła pod ścianą. Miała ogromną nadzieje, że jej siostra odnajdzie Thomasa. Podszedł do niej blondyn, który nie wiedział o o w tym wszystkim chodzi.
-Nic z tego nie rozumiem! - oznajmił.
-Musimy wraz z Nicky odszukać Thomasa - naszego brata. Może być w niebezpieczeństwie. Jeśli Voldemort znalazł Nicky, znajdzie i jego...
-Macie jeszcze brata? - spytał zdziwiony.
-Tak. Prawdziwy brat Nicky. Syn mojej matki j JEGO! Mam nadzieje, że nie jest taki jak on.
-Oby... Ale wiesz... ten Thomas, który został przeniesiony do Durmstrangu. Teraz jak się dowiedziałem o waszym bracie, on był bardzo podobny do Nicky.
-Naprawdę? Jesteś pewny? - spytała podekscytowana, wstając z podłogi.
-Yhm... - przytaknął.
-Chodź! - złapała go za rękę i oboje pobiegli korytarzem. Brunetkę spotkali przed domem Gryffindoru, siedzącą na schodach. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest przygnębiona. Hermiona puściła rękę ślizgona i podeszła bliżej siostry. Dopiero teraz zauważyła, że twarz Nicky jest mokra od łez.
-Nicky, co się stało? - zapytała zmartwiona.
-Rozmawiałam z Kevinem, bratem Colina... - powiedziała cicho.
-Ah, pamiętam... - tylko to była w stanie powiedzieć.
-Nie rozumiem dlaczego to zrobił... Gdyby nie ja... możliwe, że by jeszcze żył. To wszystko moja wina...
-Nie prawda, Nicky. On chciał tego. Nie rozumiesz? Nie chciał być śmierciożercą, a wiedział, że jeśli odejdzie od Voldemorta, ten skrzywdzi jego rodzinę. Wolał zginąć... - odezwał się Draco Malfoy, podchodząc do dziewczyny.
-Może, ale... znałam go tak krótko... Chciałabym poznać go bliżej, a to... to już niestety nie będzie możliwe...

Święta... Już niedługo miał nadejść 24 grudnia, Wigilia. Jeden z najszczęśliwszych dni w roku. Większość ludzi spędza ten czas wspólnie z rodziną, dzieląc się opłatkiem, rozdając sobie prezenty. Czas, w którym nikt nie powinien być samotny. Hermiona, Nicky, a także Draco, który po tym co zrobił został wydziedziczony i nie mógł wrócić do domu, myśleli, że będą w tym dniu sami. Tak jednak nie miało się stać.
-Hermiono! - krzyknęła do niej Nicky, widząc jak dziewczyna schodzi ze schodów.
-Cześć Nicky! - przywitała sie i stanęła, czekając na nią.
-Hej. Słuchaj... za pięć dni są Święta Bożego Narodzenia. Jesteśmy same, więc... może spędzimy je razem? - zapytała szczęśliwa.
-Jasne, że tak. Harry z pewnością spędzi ten czas u Weasleyów, a ja przecież nie pogodziłam się jeszcze z Ronem, więc byłabym sama... - powiedziała.
-Super. Będą także Nikko i Draco. Będzie miło. Już się nie mogę doczekać. Do zobaczenia.
-C-Co? Kto? Draco? - spytała niepewnie.
-Tak, tak. - uśmiechnęła się szeroko i odeszła. "W co ja się wpakowałam?" - pomyślała brunetka, a następnie udała się do Wielkiej Sali na śniadanie.

Nicky idąc korytarzem zauważyła, że wszyscy się jej przyglądają. Była zdziwiona. Zastanawiała się o co im wszystkim chodzi. Po drodze spotkała Nikko.
-Witam Cię księżniczko! - przywitał się, podchodząc do niej i całując ją w policzek.
-No nie! A Ty znowu zaczynasz z tą księżniczką... - odezwała się.
-A co? Nie podoba Ci się?
-Czemu oni się tak na mnie gapią? - zapytała wkurzona. Nie podobało jej się to... Nikko rozejrzał się dookoła.
-Nie mam pojęcia. - zdziwił się. Ktoś z uczniów krzyknął, że Nicky jest niebezpieczna, inny zaś, że nie powinni pozwolić jej chodzić do szkoły.
-Wiedzą... - gryffonce zrobiło się słabo. Nikko w obawie, że dziewczyna zaraz zemdleje wziął ją na ręce i zaprowadził do swojego dormitorium. Ułożył ją na swoim łóżku.
-Nicky jak się czujesz? - zapytał czułym głosem.
-Jakim cudem... Teraz wszyscy się dowiedzą kim jest mój ojciec. Będą uważali, że jestem taka sama jak on.
-Nie myśl o tym teraz...
-Riddle...
-Słucham? Co powiedziałaś? - spytał, gdyż nie zrozumiał.
-To jest moje prawdziwe nazwisko... Riddle... - chłopak zbliżył się do niej bliżej, a następnie mocno przytulił. Stosunki między nimi były bardzo zawiłe. Z jednej strony oboje coś do siebie czuli. Z drugiej zaś nie byli ze sobą. To było bardzo dziwne, gdy byli stworzeni dla siebie. Idealnie do siebie pasowali.

Nadszedł dzień wyjazdu. Wszyscy uczniowie stali na peronie w Hogsmeade i czekali, aż nadjedzie pociąg, który zabierze ich do domów. Dla niektórych były to już ostatnie chwile w tej szkole.... Ich rodzice zamierzali wypisać ich ze szkoły. Prawdopodobnie już nigdy tu nie powrócą. W końcu nadjechał. Uczniowie zaczęli wchodzić do niego, szukając dla siebie jakiegoś przedziału.
Hermiona pożegnała się z Harrym, po czym ruszyła za siostrą. Weszli do pierwszego wolnego przedziału. Nicky męczyła się z położeniem torby na górę, więc Nikko jej w tym pomógł.
-Jej... za dwa dni Wigilia. Jak to szybko zleciało... - odezwała się brunetka - Matt, Alexz, jak chcecie to wpadajcie do nas! Będzie bardzo fajnie. - uśmiechnęła się.
-Dzięki za zaproszenie, ale rodzice chcieli bym z nimi spędził te święta. Nie mogę im odmówić. - oznajmił Matt, spoglądają na Alexz, która męczyła się z bagażem. - Daj, pomogę Ci. - zaoferował się jej pomóc.
-Uff, dzięki Matt.
Hermiona wyglądała przez okno. Zastanawiała się jak będą wyglądały te święta. W dodatku z Malfoyem. Ehh... nie spodziewała się, że Nicky zrobi jej coś takiego...

Tak, wiem. Notka miała pojawić się 15.12. No ale cóż... Nie dałam rady :(
No a teraz życzenia! :D

Szczęścia, zdrowia, powodzenia w dniu Bożego Narodzenia. Beczkę piwa, wiadra wódki by odgonić wszystkie smutki. Sto całusów na dodatek by smaczniejszy był opłatek! Już Mikołaj grzeje sanie. Czego pragniesz niech się stanie. Każde z marzeń skrytych w głębi Święty Dziadek może spełnić. Pięknych i radosnych chwil życzy....
Megami! ;*




komentarze [20]

Rozdział XVI "Poszukiwania Thomasa" >> piątek, 30 listopada 2007 11:25:25


Minęły dwa tygodnie od tych strasznych zdarzeń, które miały miejsce w Hogwarcie. Atmosfera była nadal bez zmian. Uczniowie nie zapomnieli. Ostatecznie ustalono, że było siedem ofiar śmiertelnych i dwadzieścia jeden rannych, którzy już wrócili do zamku. Rodzice uczniów, gdy się dowiedzieli o tym zdarzeniu byli przerażeni. Bardzo wielu chciało zabrać swoje dzieci do domów. Ale czy tam były bezpieczniejsze? Raczej nie... Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, więc była idealna okazja by je zabrać.
Hogwart pogrążony był w żałobie. Nauczyciele nadal nie mogli uwierzyć jak śmierciożercy wdarli się do zamku. Nie wiedzieli o tym, że Lord Voldemort ma swojego sługę w szkole. Nie było to jednak żaden z profesorów, lecz uczeń...
Brązowowłosa dziewczyna siedziała przy stole gryffonów w Wielkiej Sali i spoglądała po wszystkich uczniach. Ona doskonale wiedziała jak to jest stracić kogoś bliskiego. Nikt z przyjaciół nie rozmawiał o tym, kim jest jej ojciec. Że jest kimś złym i strasznym. Nie rozpowiadali tego, ani nie odwrócili się od niej. Była im za to wdzięczna. Zastanawiała się w jaki sposób może znaleźć swojego bliźniaczego brata. Tak bardzo chciała go odnaleźć i poznać. Z Hermioną dogadywała się w miarę dobrze. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że jest jej siostrą, ale tak właśnie było. Ich matką była Marie-Christine, ojców miały innych. Nicky zazdrościła Hermionie. Co prawda ona nie znała swojego prawdziwego ojca, ale z pewnością był o wiele lepszy niż Tom Riddle, zwany również Lordem Voldemortem.
Jej brat... Bez przerwy o nim myślała. Czy jest uczniem Durmstrangu? A może uczy się w Hogwarcie, a ona przechodzi obok niego o tym nie wiedząc?
Postanowiła, że go odnajdzie. Wstała od stołu i chciała udać się do gabinetu Dumbledore'a. Może on będzie coś wiedział.
-Gdzie idziesz? - spytała się jej Hermiona, która siedziała na przeciwko niej.
-Do dyrektora. Muszę z nim porozmawiać. - oznajmiła.
-O Thomasie? - zapytała, na co gryffonka kiwnęła głową. - Mogę iść z Tobą?
-Jasne. Przecież to również Twój brat. - obie wyszły z Wielkiej Sali.
Nicky bez przerwy myślała o swojej matce. Zastanawiała się co się z nią dzieje. Obiecała sobie, że najpierw odnajdzie swojego brata, a dopiero później wróci po matkę. Bała się, że nie zdąży. Voldemort wyraźnie powiedział przy ich pierwszym spotkaniu, że odeślę ją na drugi świat. Modliła się w duchu, by tak się nie stało.
Dopiero teraz dziewczyna zorientowała się, że są już przed gabinetem Albusa Dumbledore'a. Chimera była odsunięta. Weszły po schodach, a następnie zapukały do drzwi. Gdy usłyszały "Proszę" weszły do środka. Dyrektor siedział przy swoim biurku i rozmawiał z profesor Mcgonagall.
-Nie przeszkadzamy? - zapytała Hermiona zakłopotana.
-Nie, skądże. Profesor Mcgonagall właśnie wychodziła - odrzekł,a następnie pożegnał się z nauczycielką. Gdy kobieta wyszła, gestem ręki poprosił by obie dziewczyny usiadły na krzesłach na przeciwko jego biurka.
-W czym mogę pomóc? - zapytał, spoglądając po kolei na każdą.
-Moja matka powiedziała mi, że mam bliźniaczego brata. Czy wie może dyrektor, czy Thomas chodzi do tej szkoły? - spytała z nutką nadziei w głosie Nicky. Dumbledore chwilę się zastanowił, a następnie powiedział.
-Niestety co do tego nie jestem pewny. Mogę wam jednak trochę pomóc. W Hogwardzie na szóstym roku jest pięciu Thomasów, w tym jeden został przeniesiony do Durmstrangu. Jak mi wiadomo każdy z was musi mieć tatuaż ze złotą różą, oplecioną srebrnym wężem, czyż tak? - zapytał, a następnie szeroko się uśmiechnął. Wiedział, że dziewczyny zrozumiały o czym właśnie teraz powiedział. Siostry wpadły na ten sam pomysł. Obie wybiegły z gabinetu dyrektora.
-Dziękujemy! - krzyknęła Nicky.
-Dowidzenia! - dodała Hermiona.
Po czym ich już nie było. Każda z nich wybrała dwa domy, gdzie miały znaleźć wszystkich Thomasów. Było już dawno po kolacji, więc wszyscy powinni być w swoich domach. Hermionie został przydzielony Hufflepuff i Sytherin, a Nicky Ravenclaw oraz Gryffindor. Rozdzieliły się.
Nicky szła korytarzem. Stanęła jednak, gdy ujrzała Kevina Cornacka. Siedział sam na schodach. Brunetce przypomniała się sytuacja, która miała miejsce dwa tygodnie temu. Nie było okazji by z nim porozmawiać.
-Witaj Kevin! - przywitała się i usiadła obok niego. Widziała, że był przygnębiony. Wiedziała także z jakiego powodu.
-Cześć Nicky! - odpowiedział nie podnosząc głowy.
-Już dawno chciałam z Tobą porozmawiać. Bałam się jednak Twojej reakcji.
-O czym?
-Powiem Ci chociaż jest to dla mnie trudne. Mam nadzieję, że zostanie to tylko i wyłącznie pomiędzy nami. - spojrzała na niego, a ten kiwnął głową - Dwa tygodnie temu dowiedziałam się kim są moi prawdziwi rodzice. Okazało się, że moim ojcem jest nie kto inny jak Lord Voldemort... - chłopak gwałtownie na nią spojrzał. - Nie o tym jednak chciałam z Tobą porozmawiać. Wiem, że Twoja rodzina jest jego zwolennikami. Twój brat został wyznaczony na mojego przyszłego męża. On... on zginął w mojej obronie... Walczył z moim ojcem i... przegrał. - spuściła głowę, a jedna łza spłynęła po jej policzku - Był wspaniałym człowiekiem. Nie chciał żyć jako śmierciożerca. Wolał zginąć, ratując mnie...
-Nie prawda! - wybuchnął Kevin i wstał. Spojrzał na nią gniewnie, po czym pobiegł w stronę pokoju gryffonów.

Hermiona już od kilku dobrych minut stała przed wejściem do pokoju wspólnego ślizgonów. Nie mogła wejść do środka, więc czekała, aż ktoś się pojawi. Zobaczyła małą dziewczynkę z pierwszej klasy, która zmierzała w jej stronę. Postanowiła ją zaczepić.
-Jesteś ślizgonką? - zapytała, na co ta kiwnęła dumnie głową. - Mogłabyś zawołać Draco Malfoya? - niechętnie, ale się zgodziła. Weszła do środka i zniknęła brunetce z oczu.
-Dlaczego akurat ja musiałam iść do tego domu? Co ja takiego złego zrobiłam, że... - jęczała.
-Witaj. - odpowiedział blondyn, a Hermiona gwałtownie się odwróciła, ledwo utrzymując równowagę.
-Yyy... cześć!
-Co Cię do mnie sprowadza? - spytał, uśmiechając się ironicznie.
-Ja chcę... no bo ten... ja muszę... Cholera! Przyprowadź tutaj wszystkich Thomasów z Twojego domu z naszego rocznika.
-Co? Po co? - zapytał zdziwiony.
-Przyprowadź i już.
-Było w Slytherinie dwóch Thomasów, ale jeden przeniósł się do Durmstrangu, czyli jest już tylko jeden.
-No to go przyprowadź! - powiedziała i popchnęła go do środka.Po chwili przyszli. Gdy go zobaczyła, od razu była pewna, że to nie jest jej brat. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Wolała jednak sprawdzić dla upewnienia.
-O co tu chodzi? - spytał Thomas, lecz nie uzyskał odpowiedzi. Hermiona podeszła do niego, a następnie odsłoniła lewę ramię. Nic tam nie zobaczyła...

Bądź aniołem co skrzydła ma.
Bądź aniołem, co zasady miłości zna.
Bądź blisko i nie oddalaj się już,
Bo czuję się samotna,
Bo czuję chłód...
Aniołku wróć...
Bądź takim, co uśmiech zawsze ma na twarzy.
Bądź takim, przy którym będę bezpieczna ja.
Przecież wiem, że umiesz,
Przecież wiem, że możesz takim być...
Możesz być obok.
Możesz ze mną śnić.
Możesz dawać mi nadzieję
I możesz nocą tulić do snu.
Proszę Cię Aniołku,
Bądź takim...
Bądź znów ze mną tu...

W końcu dodałam nową notkę ^^ Nawet nie wiecie jaka jestem dumna z siebie :P No nic. Mam nadzieję, że się podobała. Moja pierwsza notka na tym blogu została napisana 15 grudnia 2006 roku. Możecie się spodziewać kolejnej w tym samym dniu ^^ Czyli 15 :P

GŁOSUJCIE NA MNIE!!!! BYŁABYM WDZIĘCZNA ;)
KASIACZEK-KASIA




DOPISEK Z DNIA 17.12

Dostałam się do II etapu konkursu na kasiaczek-kasia.mylog.pl. Głosujcie! :P


Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;*

komentarze [25]

Rozdział XV "Skutki wizyty śmierciożerców" >> środa, 31 października 2007 21:36:20


Z tyłu nadleciało kilku śmierciożerców.
-Nadlatują! Uważajcie! - krzyczał Matt przerażony.
-Oni chcą mieć Nicky - oznajmił Draco - Hermiona wraz z Nikko uciekajcie. Lećcie jak najszybciej do Hogwartu i poinformujcie o wszystkim Zakon Feniksa! No już! - brunetka chwilę się wahała. Chciała pomóc im w walce, ale stwierdziła, że Malfoy ma rację. Muszę powiedzieć o wszystkim Zakonowi. Kiwnęła głową, po czym poleciała za ślizgonem i swoją siostrą. Dziesięć minut później wylądowali w Hogwarcie. Biegli jak najszybciej mogli do gabinetu dyrektora. Na korytarzu nie było już widać śladów stoczonej niedawno walki. Gryffonka zastanawiała się czy są jakieś ofiary. Miała ogromną nadzieję, że nie. Po drodze natknęli się na profesor Mcgonagall, która wracała ze skrzydła szpitalnego.
-Dobry Boże! W końcu was znalazłam... - chciała coś powiedzieć, lecz Nikko nie dał jej skończyć.
-Pani profesor, niech pani powiadomi Zakon Feniksa, że kilka osób ze szkoły walczy ze śmierciożercami. Jakieś 15 minut stąd. Potrzebują pomocy - powiedział szybko, a Mcgonagall była w wielkim szoku. Bez słowa pobiegła przez korytarz do gabinetu dyrektora.
-Co robimy? - spytała przestraszona Hermiona - Wróćmy do nich. Potrzebują naszej pomocy.
-To prawda, ale Nicky musi tu zostać i ktoś musi jej pilnować. Możliwe, że będą chcieli ją zabrać z powrotem. Idź do SS, a ja do nich wrócę - oznajmił
-Ale... - zaczęła, lecz Nikko już nie było. Gryffonka wylewitowała ciało swojej siostry do skrzydła szpitalnego. Gdy tam weszła była w szoku tym co zobaczyła. Mnóstwo rannych uczniów. Co chwilę teleportowano ich do szpitala św. Munga.
-Hermi, Ty żyjesz! - krzyknęła Ginny, biegnąc do niej.
-Tak... Czy... czy ktoś...? - zapytała niepewnie.
-Niestety tak. Na razie jest pięć ofiar. Ta liczba może wzrosnąć - odpowiedziała smutno rudowłosa.
-Kto?
-Przyjaciółka Pansy Parkinson, Mandy Brook, Vanessa Hugs - krukonka, D-Dean...
-Co? Dean? - młoda Wesleyówna nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową - Nie możemy tak stać. Musimy pomóc innym.
-Masz rację - odpowiedziała Ginny. Obie dziewczyny położyły Nicky na łóżku, po czym ruszyły pomagać pani Pomfrey i innym profesorom.

Draco z Harrym, Mattem i Alexz walczyli z ośmioma śmierciożercami. Było bardzo ciężko, ale na razie dawali sobie radę.
-Aaaa - zaczęła krzyczeć Alexz, po czym zleciała ze swojej miotły. Leciała w powietrzu. Myślała, że to koniec. Że zginie w trakcie upadku. Nie było szans, że przeżyję upadek z tak wysokiej odległości. Gdyby nie Nikko byłoby po niej. Chłopak przybył w samą porę, by złapać Alexz kilkanaście stóp nad ziemią. Nikko położył ją na ziemi w takim miejscu, gdzie nikt nie mógłby zauważyć jej z lotu ptaka.
-Czekaj tu! - oznajmił, a następnie wzbił się w powietrze pomóc swoim kolegom. Zaczęli przegrywać. Było ich za mało, by pokonać JEGO popleczników, a poza tym nie byli jeszcze tak dobrzy jak oni. Mieli przecież dopiero 16 lat! Harremu udało się pokonać jednego śmierciożercę, który uderzył chwilę później o ziemię.
"Dobra... przynajmniej jeden z głowy" - pomyślał Draco, widząc to wszystko. Nie był jednak zadowolony z tego, że to Potterowi udało się pokonać wysłannika Voldemorta, a jemu nie. Teraz jednak odrzucił całą nienawiść do niego. Byli po tej samej stronie. Chcieli zniszczyć Voldemorta. Tylko to się liczyło. Ujrzał jak nadlatuje kilkunastu czarodziei z Zakonu Feniksa m.in Tonks, Lupina i Moodyego. "Jesteśmy uratowani" - ucieszył się blondyn. Nie miał już wystarczająco sił by kontynuować pojedynek. Z resztą... pozostali także.
Teraz dopiero zaczęła się walka. Zakon Feniksa przeciwko śmierciożercom. Ci drudzy nie mieli żadnych szans. Kilku mężczyzn wzięło pod swoją opiekę młodych uczniów i polecieli do Hogwartu. Tylko tam mogli być bezpieczni. W szkole, gdzie przebywał sam Albus Dumbledore. Wcześniej, gdy poplecznicy Lorda Voldemorta wdarli się do szkoły jego nie było. Szukał horkruksów, ale o tym nikt nie wiedział i nie miał się nigdy dowiedzieć, prócz Harrego.

Nicky zaczęła się budzić. Dopiero po chwili zaczęła sobie wszystko przypominać. Jej szloch rozniósł się po całym SS. Hermiona, gdy ją usłyszała szybko do niej podbiegła. Nie wiedziała co z nią jest. Czyżby to był szok po tych wszystkich wydarzeniach?
-Mama - zachlipała, brunetka ledwo co ją zrozumiała. Tak, bardzo dobrze ją rozumiała. Ona co prawda nie poznała Marie-Christine, ale z pewnością była dobrą kobietą. Kobietą, która przez swoje wybory w młodości musi cierpieć do końca swojego życia, a z nią jej dzieci...
-Ty wiesz... - zaczęła mówić dalej Nicky - Moje życie to wielka pomyłka. Żyję sobie przez 16 lat w bardzo zamożnej rodzinie. Uważam ich za swoich rodziców, siostrę. A co się póxniej po ich śmierci okazuję? Że nie są i nigdy nie byli moją prawdziwą rodziną. Jak by tego było mało okazuję się, że Voldemort jest moim tatuśkiem... Jak to możliwe? Czy ja jestem taka jak on? Czy w przyszłości będę? Nie chcę tego wszystkiego... - jęknęła i przez chwilę przestała mówić.
-Nicky... - Hermiona coś chciała powiedzieć, lecz ta jej nie dała dojść do słowa.
-Obiecałam jej, że jej tam nie zostawię. I co? Złamałam obietnicę. Ty wiesz... mamy jeszcze brata. Jest w naszym wieku. Mój brat bliźniak. Tak bardzo chce go znaleźć - Nic nie powiedziała na temat Hermiony. Czy cieszy się, że jest jej siostrą, czy tez nie... - Ty wiedziałaś prawda? - spytała, mając łzy w oczach.
-O czym?
-O tym, że jesteśmy siostrami. Skąd? - zapytała.
-Wtedy w pokoju wspólnym ujrzałam na Twoim ramieniu róże. Udałam się do profesora Dumbledore, gdyż ja mam identyczną. Dopiero on mi o wszystkim powiedział. Zabronił mi o tym mówić dla Twojego dobra... Nicky ja też pragnę ją uratować. Wrócimy po nią, ale jeszcze nie teraz. Musi minąć trochę czasu zanim to wszystko hm... ucichnie.
-Tak - zgodziła się, chociaż ona miała całkiem inne plany. Najpierw postara się odnaleźć swojego brata, gdy go znajdzie wyruszy do... a z resztą... Niech pozostanie to na razie tajemnicą. Brunetka wstała z łóżka. chciała pomóc pani Pomfrey. Nie spodziewała się, że będzie tylu rannych. A to wszystko przez nią. "Tak. To ja jestem winna temu wszystkiemu", wmawiała sobie. Myślała, że jest silna. Myliła się. To wszystko ją przerosło... Do sali weszły cztery osoby. Nicky, gdy ujrzała Draco zaczęła do niego biec, szczęśliwa, że jest cały i zdrowy. Przytuliła się do niego mocno.
-Cieszę się, że nic Ci nie jest Draco! - szepnęła mu do ucha wzruszona. Za nim stał Matt i Alexz. Łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Jej prawdziwi przyjaciele. Przyjaciele, którzy nie zostawili jej, gdy potrzebowała pomocy. Uściskała ich oboje mocno.
-Nie rycz, mała! - roześmiał się serdecznie Matt. Spostrzegła jak do SS wchodzi Nikko, lekko poobijany. Skoczyła mu w ramiona, w pełni spokojna, że nic mu nie jest.

Hermiona spoglądała szczęśliwa na Draco Malfoya. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że nic mu nie jest. Kochała go od początku roku. Wtedy w dormitorium wyznał jej miłość, nie mogła w to uwierzyć. On, który nigdy nie znał takich uczuć jak przyjaźń czy miłość. Czy byłby w stanie tak szybko się zmienić? Wątpiła w to. Nawet bardzo...


W mym białym, jasnym śnie,
Spotkałam samotnego anioła,
Uśmiechnął się do mnie łagodnie,
Zerwał jedno pióro ze swoich ramion,
Dotknął moich pleców.
Wzbiłam się w to niebieskie niebo.
Nigdy wcześniej nie spostrzegłam,
Że zapomniałam czym jest wolność
Że jest czymś tak cudownym.
Teraz sobie poradzę,
Bo własnymi rękami czułam wolność.
Teraz mogę wszystko,
Bo sam anioł dodał mi odwagi,
Tym razem to ja dodam Ci skrzydeł.

Tak jak mówiłam kolejny rozdział się pojawił. Długi, nawet bardzo ^^ Mam nadzieję, że notka się podobała :) Zapraszam na mojego nowego bloga http://love-story-hermiona-draco.mylog.pl Pozdrawiam serdecznie!
komentarze [14]

.... ;( >> wtorek, 16 października 2007 16:19:38


Pisali, że blog został porzucony...
Nigdy nie porzucę tego bloga!!!!!
NIGDY, NIGDY, NIGDY!!!
Nowa notka niedługo się pojawi.

komentarze [4]

Rozdział XIV "Ucieczka?" >> poniedziałek, 3 września 2007 10:41:06


Czerwone światło mknęło tylko w jedną stronę. W stronę Voldemorta. On jednak nie był głupi. Wiedział co Nicky ma zamiar zrobić i był na to przygotowany. Wykierował swoją różdżkę w stronę brunetki. Ich zaklęcia się ze sobą połączyły. Tak jak Harryego z Tomem Riddlem w 4 klasie. Tylko tym razem oba zaklęcia były czerwone. Nicky było ciężko. Była silna, ale jeszcze nie tak bardzo jak jej ojciec. Przegrywała. Była pewna, że zaklęcie prędzej czy później ją dosięgnie. Zdarzyło się jednak coś, czego się nie spodziewała.
-Nicky... nie chcę zostać śmierciożercą. Na pewno zrozumiesz dlaczego to zrobiłem - dziewczyna była strasznie zajęta, ale nie za bardzo rozumiała o czym Collin gada - Nie zapomnij nigdy o mnie i uciekaj - krzyknął brunet, po czym popchnął Nicky, a sam stanął na jej miejscu. Hermiona i reszta do niej podbiegli i pomogli wstać. Wszyscy walczyli ze śmierciożercami, prócz niej, która patrzyła na Collina. Poświęcił się dla niej. Uratował ją i pozwolił jej dalej żyć.
-Uciekaj! - krzyknął po raz drugi, widząc jak gryffonka stoi w miejscu.
-Nie zostawię Cię! - odpowiedziała.
-Dla mnie i tak już jest za późno - usłyszała, a chwilę później jej przyjaciele złapali ją za ręce i ciągnęli do wyjścia.
-To nasza jedyna szansa - powiedziała Hermiona. Byli już przy wyjściu, gdy brunetka się odwróciła. Zobaczyła jak Collin upada na ziemię. "Zginął, zginął przeze mnie" - myślała. Zaczęła mocno płakać. Nie miała sił iść dalej. Przyjaciele jednak jej zostawili. Po chwili podbiegł do niej Nikko i mocno ją przytulił. Z jednej strony była szczęśliwa,że są wolni, że są razem, ale z drugiej... Przeżywała szok, po stracie przyjaciele. Znali się bardzo krótko, ale bez wątpienia był jej prawdziwym przyjacielem. Nawet nie zdążyła poznać go lepiej i już nie pozna, gdyż nie żyję.
-Dlaczego... dlaczego on to zrobił? - pytała, trzymając za koszulę chłopaka, bez przerwy płacząc.
-Byłaś dla niego kimś bardzo ważnym, Nicky. Nie chciał byś zginęła i dlatego się poświęcił. Nie marnuj tego co dla Ciebie zrobił. Musimy wracać do Hogwartu - oznajmił, po czym wręczył jej miotłę. Gryffonka kiwnęła głową, lecz po chwili coś jej się przypomniało. Mama.
-Mama?! Gdzie jest mama?! - rozglądała się dookoła pełna obaw. Nigdzie jej nie było - Nie wrócę, bez mamy. Nie mogę jej zostawić! Nie tu! - krzyczała przerażona. Chciała pobiec z powrotem do budynku, lecz dwóch ślizgonów ją powstrzymało.
-Nie możemy tam wrócić. Jeśli to zrobimy oni nas zabiją! A jeśli zginiesz, nie pomożesz matce! - powiedział Draco z troską w głosie. Nicky była dla niego jak siostra, której nigdy nie miał. Nie mógł jej stracić.
-Ale...ja...muszę...ją...ocalić! - mówiła wolno, będąc w ramionach ślizgona. Nie miała sił. Po tych wszystkich wydarzeniach czuła się słabo.
-Musimy lecieć! - krzyczała Alexz, siedząc na miotle i czekając. Brakowało dwóch mioteł, więc niektórzy musieli siedzieć podwójnie.
Nikko wziął dziewczynę pod ramię, po czym usadowił na miotle, siadając za nią. Wszyscy wzbili się w górę. Musieli jak najszybciej uciekać. W Hogwarcie powinni być bezpieczni, chociaż po tym co się stało niedawno, niektórzy mieli pewne obawy. Ślizgon poczuł jak Nicky osuwa mu się w ramiona. Zemdlała.
-Nicky obudź się! - powiedział z przejęciem chłopak, klepiąc ją delikatnie po bladych policzkach. Nie było jednak żadnej reakcji. Trudno było mu skupić się na lataniu i trzymaniu jej jednocześnie.
-Co się stało? - spytał Matt.
-Zemdlała - oznajmił ledwie dosłyszalnie.
-Mam ją wziąść? - zapytał.
-Nie, poradzę sobie! - odpowiedział głośniej.
Byli w połowie drogi do Hogwartu. Mieli nadzieję, że dotrą niedługo. To jednak nie miał się spełnić Nie wiedzieli, że wkrótce zostaną zaatakowani przez kilkunastu śmierciożerców, którzy mieli za zadanie zabić wszystkich, prócz Nicky Sanders.

Dodałam notkę. Osobiście to uważam, że jest krótka, bez akcji i ogólnie do bani. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo teraz zaczynam liceum i od początku muszę zacząć się ostro uczyć. Pozdrawiam wszystkich.
Autorka...
komentarze [9]

Rozdział XIII "Planowany ślub i poznanie matki" >> piątek, 24 sierpnia 2007 16:30:41


Nicky siedziała zamknięta w pokoju. Nie wiedziała co ma robić. Chciała jak najszybciej stąd uciec wraz z Nikko i swoją matką. Nie mogła jej tu zostawić. Samą w towarzystwie tych wszystkich śmierciożerców i Voldemorta. Po chwili do pokoju wszedł jeden z wysłanników jej ojca... Lucjusz Malfoy. Przypomniało się jej ostatnie spotkanie z tym mężczyzną, gdy mu dokopała. Uśmiechnęła się do niego ironicznie, kiedy zobaczyła wyraz jego twarzy.
-Panno Nicky, ojciec czeka w salonie - oznajmił, na co dziewczyna wybuchnęła głośnym śmiechem. Jego zachowanie było naprawdę zabawne. Jeszcze niedawno chciał ją zabić, a teraz mówi do niej "Panno Nicky". Dopiero chwilę później się uspokoiła i wstała.
-Ooo tak... mój ojciec jest wielki... Może to... wykorzystam? - powiedziała, po czym wyszła z pokoju, a Lucjusz za nią. Zeszła po schodach, a następnie idąc długim korytarzem znalazła się przed drzwiami do salonu. Wiedziała jak iść, gdyż była tu już wcześniej. Bała się... Po co Voldemort chciał się z nią spotkać? Otworzyła powoli drzwi i weszła do środka. Voldemort jednak nie był sam. Obok Toma Riddle'a stał młody chłopak. Nicky nie wiedziała co się dzieję i o co chodzi. "Co robi tu ten brunet...?" - zastanawiała się.
-Dobrze, że już jesteś - oznajmił Voldemort widząc Nicky.
-Kto to jest? - spytała ciekawa wskazując na chłopaka.
-To? To jest Collin Cornack - Twój przyszły mąż - odpowiedział bardzo spokojnie, a Collin uśmiechnął się w stronę Nicky. Dziewczynie opadła szczęka. Nie wiedziała co powiedzieć... Milczała przez chwilę. Dopiero po chwili się odezwała.
-Że co?! - krzyknęła zła. Jego posunięcie było szczytem wszystkiego... Chce jej zniszczyć życie? O to mu właśnie chodzi? Nie mogła uwierzyć w to, że kieruję jej życiem - Mam 16 lat i uwierz mi... nie mam zamiaru teraz, ani w najbliższej przyszłości się żenić!
-Sprzeciwiasz mi się? - spytał wkurzony.
-Hm... tak! - krzyknęła, zakładając ręce na piersi jakby była pięcioletnim dzieckiem, któremu zabrali jego ulubioną zabawkę - Nigdy nie zmusisz mnie do ślubu... Tak samo jak do tego bym wstąpiła w Twoje szeregi.
-Crucio! - krzyknął Lord Voldemort, a Nicky upadła na ziemię. Wszystko ją zaczęło boleć. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak czuł się Blais Zabini, gdy został potraktowany tym zaklęciem. Wcześniej brunetka nie mogła sobie tego wyobrazić, teraz sama jest ofiarą. Sam Voldemort ją torturuję. Ból był tak przeszywający, że Nicky w pewnym momencie wolała umrzeć niż tak cierpieć. Tom Riddle jednak nie przestawał. Musiał ukarać ją za nieposłuszeństwo i sprzeciw wobec niemu. Nikt nie miał prawa tak go traktować. Do salonu wszedł jeden ze śmierciożerców. Spojrzał na leżącą na ziemi dziewczynę, po czym odezwał się do swojego pana.
-Spodziewamy się gości... - oznajmił, a ten na te słowa odwrócił zaklęcie i szybkim krokiem wyszedł z pokoju. Nicky była cała mokra. Wszystko ją bolało, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Ulżyło jej, gdy Czarny Pan odwrócił zaklęcie. Myślała, że zginie...że to koniec. Collin podbiegł do niej i pomógł jej wstać. Nie opierała się. W jakiś dziwny sposób wiedziała, że ten chłopak jest dobry i miała do niego zaufanie.
-Dobrze się czujesz? - brunetka nie była jeszcze w stanie się odezwać, ale kiwnęła twierdząco głową - Przepraszam za wszystko. Moi rodzice są śmierciożercami od dawna, a ja jestem ich najstarszym synem i chcą bym także stał się śmierciożercą. A teraz to wszystko z tym ślubem. Twój ojciec chce bym to ja się z Tobą ożenił. Nie mam na to żadnego wpływu - Nicky przetwarzała wszystko w swojej głowie. Próbowała przypomnieć sobie jego imię... "Kenny? Nie... Collin... Collin Cornack" Tylko to nazwisko... Była pewna, że gdzieś je słyszała. Ale gdzie? "Cornack...Cornack...Cornack...Kevin Cornack...przyjaciel Matt'a..."
-Masz brata? - spytała, odzywając się po raz pierwszy.
-Tak, młodszego - odpowiedział
-Czy przypadkiem ma na imię Kevin?
-Skąd wiesz? - był zdziwiony.
-Hm... bo go znam. Chodzimy do tej samej szkoły i jesteśmy w tym samym domu.
-Naprawdę?
-Tak - powiedziała i się delikatnie uśmiechnęła. Czuła się już o wiele lepiej. Prawie w ogóle nie bolało. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ktoś wszedł do pokoju. Był to Voldemort wraz z innym śmierciożercami. Nicky wiedziała, że coś się dzieje. Jego zwolenników było za dużo.
-Twoi bezmyślni przyjaciele tu są - oznajmił Riddle - I ten głupi Potter.
-O, nie! - zakryła twarz rękami. "Oni nie mają z nim żadnych szans. Nie wybaczę sobie, jeśli coś im się stanie" - myślała.
-Bierzcie ją! - zwrócił się do mężczyzn w kapturach. Dwóch śmierciożerców trzymało ją, by nie uciekła. Lord Voldemort podszedł do niej, po czym szepnął do ucha, w taki sposób, że gryffonkę przeszył dreszcz - Będziesz mi potrzebna. Na oczach swoich przyjaciół zabijesz Potter'a. - po czym wyszedł z pomieszczenia. Mężczyźni, którzy ją trzymali podążyli jego śladami. Collin chciał w jakiś sposób pomóc Nicky, ale nie wiedział za bardzo jak. Znał ją zaledwie od kilkunastu minut, ale czuł jakby znali się od dzieciństwa. Ruszył za nimi...

Byli już na miejscu. Stali przed wielkim, dużym domem. Można by powiedzieć pałacem.
-Wow! Tu mieszka Voldemort? - spytał Matt, a Dracon, który stał z przodu przytaknął. "Dawno mnie tu nie było..." - pomyślał.
-Wejdziemy od drugiej strony - rozkazał, po czym ruszyli. Wszyscy się bali. mieli ogromną nadzieję nie spotkania Voldemorta. Chcieli po prostu zabrać stąd Nicky i tyle. Obeszli zamek i gdy znaleźli drzwi, weszli do środka. Wszyscy prócz Draco i Harryego rozglądali się dookoła, podziwiając wnętrze "pałacu". Gryffon bał się spotkania z Lordem Voldemortem. Miał przeczucie, że go spotka. Co prawda stawał przed nim wiele razy, ale za każdym razem ktoś mu pomagał, albo po prostu miał szczęście. Tym razem nikt nie będzie w stanie mu pomóc. Tylko on i Tom Riddle. "Jeden nie może żyć, gdy drugi przeżyję". Przypomniały mu się słowa przepowiedni. Wiedział, że ta walka jest nieunikniona.
-Nareszcie się zjawiliście! - usłyszeli donośny i jednocześnie pełen grozy głos. Po chwili z ciemności wyłoniła się sylwetka Voldemorta i jego zwolenników. Hermiona z przerażeniem spostrzegła Nicky, która była trzymana przez dwóch mężczyzn.
-Nicky! - krzyknęła do swojej siostry, a wszyscy spojrzeli w jej stronę.
-O proszę! Dziecko z przypadku! - zwrócił się do niej. Jego głos wyrażał obrzydzenie - Powinnaś już dawno nie żyć. Malfoy junior... wolałeś być przeciwko mnie, niż ze mną. No i na końcu... chłopiec, który przeżył. Nareszcie mam kogoś, kto pomoże mi Cię zabić - oznajmił uradowany.
-NIE POMOGĘ CI! - krzyknęła Nicky, wyrywając się.
-Ależ tak. Zrobisz to! - powiedział, po czym pstryknął palcami. Chwilę później obok niego stanęli Nikko i jej matka trzymani przez zakapturzonych.
-Mamo! Nikko! - krzyknęła z przerażeniem - Nie zrób im krzywdy - powiedziała, a po jej policzkach zaczęły spływać wielkie łzy. Hermiona myślała nad tym co powiedziała dziewczyna.
-Mama? - spytała. Jeżeli to jest matka Nickol to i jej. Mają ojców tylko innych. Spojrzała na czarnowłosą kobietę.
-Hermiona? - zapytała Marie-Christine,a reszta nie wiedziała o co chodzi. Kobieta zaczęła płakać. Płakać ze szczęścia i jednocześnie z bezradności. Jej dwie córki narażone były na niebezpieczeństwo, a ona nie mogła nic zrobić.
-Hermiona jest moją siostrą? - spytała zszokowana brunetka, spoglądając na swoją matkę, która kiwnęła twierdząco głową. Wszyscy prócz Harryego, Draco i Voldemorta byli w szoku. Nie spodziewali się tego.
-Dobrze...dosyć tego. Jak dam Ci znać, wycelujesz w Pottera różdżką i go zabijesz - odrzekł Tom. Nicky wiedziała, że jeśli powie "NIE" jej ojciec zabiję Nikko i matkę, dlatego musiała udawać. Kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Śmierciożercy ją puścili, a ona wycelowała różdżką w gryffona. Nicky próbowała uświadomić im, co chce zrobić. Udało się. Hermiona otrząsnęła się z szoku jakim było dla niej poznanie matki. Wiedziała, że jej siostra ma plan. Wszystko działo się bardzo szybko.
-Avada Kedavra! - wykrzyknęła brunetka i wszyscy ujrzeli czerwone światło mknące w jedną stronę.


W końcu nowa notka. Myślę, że jest wystarczająco długa. Strasznie się cieszę, że w końcu miałam czas ją napisać. Nie wiem kiedy będzie następna i nie obiecuję, że pojawi się szybko. Pozdrawiam wszystkich czytelników :):*
komentarze [10]

...!!! >> czwartek, 2 sierpnia 2007 08:55:14


Notka kiedy$ się pojawi. Nie porzucam tego bloga, ale na razie po prostu nie mam czasu... Teraz wyjeżdżam na trzy tygodnie, więc postaram się dodać pod koniec wakacji. Pozdrawiam serdecznie =*
komentarze [9]

Rozdział XII >> środa, 27 czerwca 2007 13:02:31


-Nie udawaj, że śpisz - krzyknął w jej stronę, na co Nicky wstała z łóżka.
-Co zrobiłeś z Nikko? - krzyknęła, mając nadzieję, że z chłopakiem jest wszystko ok.
-Nic mu nie jest - Voldemort chciał dostać się do jej umysłu, lecz nie udało się. Była oklumentem. Tak samo jak on.
-Widzę, że jesteś bardzo silna. Masz moc, która pozwoli mi zabić Harryego Pottera - oznajmił spokojnie, zaglądając w jej oczy.
-Nie pomogę Ci w zabiciu Harryego - Krzyknęła ostro.
-Ah tak? Ciekaw jestem czy poświęcisz życie ... jak mu tam? Aha... Nikko... w zamian za Pottera - Voldemort był pewny, że Nicky nie pozwoli na zabicie swojego przyjaciele. Była tak samo silna jak on. Nie chciał by dowiedziała się w jaki sposób może kontrolować swoje moce. To byłoby zbyt niebezpieczne. Ta dziewczyna byłaby w stanie zabić nawet jego.
Milczała... nie wiedziała co ma na to powiedzieć. Nie chciała by zginął Nikko, ale także nie miała zamiaru zabijać Harryego... Była w kropce. Voldemort ją miał i on bardzo dobrze o tym wiedział.
-Nie nawidzę Cię - krzyknęła zła i usiadła na łóżku.
-Cóż mi to za nowina - odparł sarkastycznie, po czym śmiejąc się głośno wyszedł z jej pokoju. Nicky, gdy zorientowała się, że jej ojciec się oddalił, wyjrzała przez dziurkę od klucza. Odetchnęła z ulgą, gdy się zorientowała, że nie ma strażników. Jak najszybciej mogła wyszła z pokoju i skierowała się do drzwi na przeciwko. Otworzyła je, a chwilę później zobaczyła na podłodze swoją matkę. Podbiegła do niej szybko. Marie-Christine została pobita, brunetka od razu wiedziała kto jej to zrobił. Voldemort.
-Mamo obudź się - krzyczała, gdyż kobieta była nieprzytomna "Jakie to było zaklęcie..." - próbowała sobie przypomnieć zaklęcie uzdrawiające, które mieli na OPCM. "Wiem..." - krzyknęła w myślach i zaczęła leczyć swoją matkę. Po chwili Marie-Christine otworzyła oczy.
-Nicky? Co Ty tu robisz? - zapytała cicho. Nadał było lekko oszołomiona.
Dziewczyna pomogła jej wstać, po czym położyła ją na łóżku.
-Mamo dlaczego on Ci to zrobił? - spytała niepewnie brunetka.
-Dowiedział się o liście do Ciebie, który zostawiłam w domu Sandersów, gdy byłaś mała...
-Mamo... to przeze mnie... Przepraszam
-Nie przepraszaj. I tak by się kiedyś dowiedział... - oznajmiła i przez chwilę milczała. Zastanawiała się jak pomóc swojej córce - Nicky... pomogę Ci stąd uciec - zaczęła kobieta.
-Nie mamo. Nie zostawię Ciebie, ani Nikko. Jeśli ucieknę, on go zabiję - powiedziała, trzymając rękę matki i siedząc obok niej na łożku.
-W takim razie będzie trzeba go uwolnić - odrzekła i spojrzała na swoje dziecko.
-On chce żebym zabiła Harryego Pottera. Jeśli tego nie zrobię on zabiiję Nikko. Co ja mam robić, mamo? - zapytała, prosząc o radę.
-Uwolnimy Nikko, a następnie uciekniecie gdzieś daleko. Dumbledore się wami zaopiekuję.
-Mamo... powiedziałam Ci już, że bez Ciebie nie ucieknę...
-Nicky ja muszę tu zostać. Dla mnie jest już za późno - odpowiedziała, po czym przytuliła córkę - Idź już do swojego pokoju, bo okryją, że tam Cię nie ma
-Dobrze mamo - oznajmił brunetka, po czym wyszła z pokoju swojej matki.


Wylądowali przed jakimś małym, zapuszczonym domem.
-To tu była ich siedziba? - spytała Hermiona, wpatrując się w dom. O ile można to nazwać domem.
-Tak, ale chyba już nie jest - odpowiedział Draco, ruszając do przodu.
-Gdzie idziesz? - zapytał Matt, a po chwili ruszył za nim do budynku.
-Muszę coś sprawdzić - oznajmił, wchodząc do domu. Reszta udała się za nim. Weszli do ciemnego pomieszczenia. Wszystko było stare i zakurzone. Jakby nikogo tu nie było od wielu, wielu lat. "Oni mieliby mieć tu siedzibę?" - myślała Hermiona. Draco przeszedł z jednego pdo drugiego pokoju, rozglądając się dookoła.
-Czego szukasz? - spytała Hermiona.
-Jakiejś wskazówki, dzięki której będę wiedział, gdzie teraz są... - powiedział siadając na krześle i grzebiąc w biurku. Hermiona i pozostali poszli w jego ślady i zaczęli szukać. Zadne z nich nie wiedziała co dokładnie mnie znaleźć, ale musieli działać. Musieli znaleźć siedzibę Voldemorta i tym samym miejsce pobytu Nicky.
-Mam - krzyknął po chwili Draco, a wszyscy podeszli do niego zobaczyć co to jest. Była to mała, czysta kartka.
-Przecież na tej kartce nic nie ma - oznajmił Matt, na co wszyscy kiwnęli głowami.
-A co? Może jeszcze mieli napisać na wielkim plakacie, gdzie się znajdują? Ojciec mi mówił, że zawsze zostawiają wiadomość dla innych śmierciożerców z miejscem nowej siedziby. Teraz tylko trzeba użyć odpowiedniego zaklęcia - wziął różdżkę i zamachnął ręką. Powiedział "Exevo Gran Flam" i po chwili na kartce pojawił się zielony napis "Dom Voldemorta" i kilka sekund później zniknął.
-Gdzie jest dom Voldemorta? - zapytała Hermiona.
-Chodźcie - krzyknął Malfoy i szybko wyszedł z domu.
komentarze [8]

Rozdział XI "Rozmowa z matką" >> sobota, 9 czerwca 2007 17:31:35


"Co on tu robi?" - zastanawiała się. Nie mogła uwierzyć, że śmierciożercy go złapali. Była zrozpaczona. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby przez nią zginął. Kopnęła mocno śmierciożercę w stopę i przywaliła mu z łokcia w nos. Mężczyzna złapał się za bolące miejsce, dzięki czemu Nicky mogła podbiec do Nikko. Uklęknęła przy nim i mocno go przytuliła.
-Przepraszam - szepnęła mu do ucha, a jej oczy zaszkliły się od łez.
-To nie Twoja wina - powiedział słabym głosem, a dziewczyna spojrzała mu w oczy.
-Carl! - krzyknął Voldemort, na co chłopak podszedł do Nicky i odciągnął ją od Nikko. Był mniej więcej w wieku brunetki.
-Jeżeli mu coś zrobisz... - pogroziła swojemu ojcu - Nigdy nie zostanę Twoją następczynią... - krzyknęła zła, a po chwili została wypchnięta zza drzwi. Brunet zaprowadził ją do jakiegoś pokoju, po czym powiedział "Przepraszam" i wyszedł. Nicky położyła się na łóżku i zaczęła rozmyślać o Nikko. Miała nadzieję, że Tom Riddle weźmie poważnie pod uwagę jej groźbę zanim zrobi coś chłopakowi. Nie mogła uwierzyć w to, że jest córką Voldemorta. Najpotężniejszego czarodzieja, którego imię budzi we wszystkich strach. Była rozdarta. Gdyby tylko wiedziała kim jest jej ojciec z pewnością by go nie szukała... Schowała twarz w poduszkę. Próbowała zasnąć. Chciała zasnąć, a później obudzić się w łóżku w Hogwarcie, uznając, że to wszystko było koszmarem, a nie rzeczywistością. Niestety... Usłyszała pukanie do drzwi, a po chwili do jej pokoju weszła kobieta - jej matka. Wstała z łóżka, spoglądając w oczy Marie-Christine. Stała w osłupieniu i myślała co ma zrobić. Pobiegła do niej i mocno ją przytuliła. Tak bardzo jej tego brakowało... ciepła matki. Nie miała do niej żalu za to, że ją zostawiła. Dobrze wiedziała, że musiała to zrobić. Gdyby wychowywała się wśród śmierciożerców stałaby się zła i zimna. Taka jak ojciec...
-Nicky... przepraszam - odezwała się po raz pierwszy Marie-Christine. Nicky nie wiedziała jak ma się do niej zwrócić.
-To nie Twoja wina... mamo - kobieta na te słowo spojrzała na swoją córkę i jeszcze bardziej ją przytuliła.
-Chciałam Cię uchronić przed ojcem, ale on i tak Cię znalazł - oznajmiła siadając na łóżku obok córki - Myślałam, że jak oddam was do innych, dobrych ludzi to będziecie bezpieczni... - ciągnęła dalej, ale Nickol jej przerwała.
-Zaraz, zaraz... Jakich was? - spytała, nie wiedząc o co chodzi dziewczyna.
-Jak to? Ciebie i Twoje rodzeństwo - odrzekła.
-Moje rodzeństwo? - zapytała coraz bardziej zszokowana.
-Nicky... masz siostrę i brata - powiedziała, spuszczając głowę w dół. Tak bardzo za nimi tęskniła. Brunetka nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Ona ma rodzeństwo?
-Thomas jest Twoim bliźniaczym bratem, urodziliście się w styczniu, a 10 miesięcy później Hermiona - odpowiedziała. Nicky była tak bardzo rozkojarzona, że nie skojarzyła imienia Hermiony, jej siostry z Hermioną Granger. Chwilę później usłyszały skrzypienie podłogi, na co Marie-Christine wstała. Widać było, że jest zdenerwowana. - Muszę iść. Zobaczymy się później, kochanie - przytuliła jeszcze gryffonkę, po czym wyszła z pokoju.

Całą szóstką wzbili się w powietrze. Hermionę zdziwiła reakcja Harryego. Ruszył na ratunek jej siostry, której ojcem jest Voldemort. Nie wiedziała czy on to robi dla niej czy też dlatego by wreszcie zabić Toma Riddle'a. Podleciała do Draco. Ten spojrzał na nią zdziwiony.
-Daleko jeszcze? - spytała po chwili... Było zimno i ciemno. Na jej skórze pojawiły się dreszcze. "Że też musiałam zapomnieć o płaszczu" - pomyślała
-Około 30-tu mil - odpowiedział. Zauważył, że jest jej zimno, więc podleciał do niej szybko, po czym zdjął swój płaszcz i wręczył go Hermionie. Ta zdziwiona spojrzała na niego pytająco.
-No co? - zapytał - Jeszcze byś mi tutaj zamarzła - dodał.
-Ty Malfoy - dało się słyszeć głos Rona - Nie zbliżaj mi się do Hermi - powiedział to takim tonem, że brunetka zaczęła się śmiać.
-Wieprzlej... lepiej uważaj do kogo się zwracasz - odpowiedział mu Draco, a Hermiona wiedząc, że zaraz rozpęta się wielka wojna zwróciła się do Rona.
-Mamy odnaleźć Nicky, a nie walczyć pomiędzy sobą... - krzyknęła zła... - Ron jak tak bardzo Ci nie odpowiada towarzystwo Draco to możesz wrócić do zamku. Nikt Cię tu nie trzyma - oznajmiła spokojnie.
-Draco? Od kiedy Ty do niego po imieniu mówisz? - zapytał rozzłoszczony rudzielec.
-Od kiedy... od kiedy... - nie mogła nic sensownego wymyślić by wyjaśnić mu dlaczego mówi na Draco "Draco", a nie Malfoy - Od kiedy mi uratował życie...
-A czemu jemu nie powiesz, żeby wrócił do zamku?
-Bo tylko on zna drogę - Hermiona wiedziała, że to się źle skończy.
-Świetnie. To cześć - odpowiedział i odleciał.
-Super - krzyknęła za nim i jakby nigdy nic zaczęła lecieć dalej. Wszyscy spojrzeli na Hermionę, która leciała na samym przodzie. Nie spodziewali się, że wybierze Malfoya, zamiast swojego przyjaciela.

Nicky usłyszała czyiś przeraźliwy krzyk. Nie był to krzyk Nikko, lecz kobiety. Miała ogromną nadzieję, że jej matce nic się nie stało. Wyjrzała przez dziurkę od zamku. Pilnowało ją dwóch śmierciożerców. Nie mogła wyjść. Chwilę później z pokoju na przeciwko wyszedł Voldemort. Ruszył po schodach, lecz rozmyślił się i wrócił na górę. Podszedł do drzwi pokoju, gdzie znajdowała się brunetka i dał znać jego sługom by odeszli. Nicky szybko odeszła od drzwi i położyła się na łóżku. Udawała, że śpi. Po chwili do jej pokoju wszedł jej ojciec.

C.D.N

Tak, wiem, że nie dodawałam bardzo długo notki. Ale w końcu musiałam dodać. Teraz jest długi weekend i jakoś zebrałam się w sobie i oto 11 rozdział ;) Trochę krótki mi wyszedł, ale podzieliłam to na dwie części.
Zapraszam na moje trzy inne blog ;) http://www.sasuke-naruto-sakura.mylog.pl
http://www.sakura-i-akatsuki.blog.onet.pl
http://www.blizniaczki-w-hogwardzie.mylog.pl
Kończe już :* Papa :*
komentarze [8]

Rozdział X "Poznanie prawdziwego ojca Nicky" >> niedziela, 29 kwietnia 2007 21:07:14


Hermiona wraz ze swoimi przyjaciółmi szła w stronę skrzydła szpitalnego. Czuła, że stało się coś złego. Otworzyła mosiężne, drewniane drzwi i weszła do środka. Nie zauważyła Nicky, jednak jej wzrok trafił na kogoś innego. Nikko leżał na podłodze. Podbiegła do niego i odwróciła zaklęcie.
-Gdzie jest Nicky? - spytała chłopaka, gdy ten się obudził.
-Nicky...Nicky...- schował twarz w dłoniach.
-Gdzie ona jest? - powtórzyła jeszcze raz, tylko tym razem głośniej.
-Ona...poszła...z...nimi! - oznajmił mając łzy w oczach.
-C-co? - Hermiona była w totalnym osłupieniu. "Nicky odeszła? Dlaczego?" myślała - Czemu?
-On powiedział, że jeżeli nie pójdzie...nie pójdzie z nimi to zginą jej przyjaciele...
-Ale...dlaczego? - powiedziała do siebie pod nosem.
-Hermiona - Harry chciał ją przytulić, ale ona wyrwała się z jego uścisku.
-Zostawcie mnie - oznajmiła podnosząc głowę.
-Ale... - zaczął Ron.
-Zostawcie mnie!!! - krzyknęła ze łzami w oczach. Wyszli. Zostawili ją samą tak jak chciała. Usiadła na łóżku, na którym siedziała przed 30 minutami jej siostra i zaczęła głaskać pościel.W pewnym momencie jej dłoń coś dotknęła. Uniosła do góry kopertę. Otworzyła ją powoli i zaczęła czytać list. Gdy skończyła nie mogła uwierzyć w to, że jej siostra jest córką Czarnego Pana. "Nicky jest córką Voldemorta?" - pomyślała przerażona.
-To...to nie możliwe. Ona nie może być jego córką - gdy tak myślała wpadła na pewien pomysł. Draco Malfoy ... on będzie wiedział gdzie jest gryffonka. Wbiegła do pokoju wspólnego gryffonów. Chłopak nadal tam przebywał.
-Gdzie jest Nicky? - krzyknęła w jego stronę. Tan, który wcześniej spał, został brutalnie zbudzony przez brunetkę.
-Co? O czym Ty mówisz? - spytał, nie wiedząc o co jej chodzi.
-Ona poszła z nimi!!!
-Z kim?
-Ze śmierciożercami!!!
-Co? Jak to? - był w szoku. "Po co by brali Nicky ze sobą? - myślał.
-Ona jest córką Toma Riddle'a, Lorda Voldemorta! - Malfoy nie mógł w to uwierzyć. Lucjusz, jego ojciec nic nie wspominał o tym. Możliwe, że wiedział, o tym, że jego syn przyjaźni się z tą dziewczyną. - Wiedziałeś o mnie i o mojej matce. Gdzie jest ich siedziba?
-Ostatnio ukrywali się w dzielnicy mugolskiej - zaczął, a Hermiona ruszyła w stronę wyjścia - Ale oni cały czas zmieniają miejsce. A poza tym jeśli tam pójdziesz, zginiesz. - w ostatniej chwili złapał ją za rękę. - Nie możesz iść. Nicky jest moją przyjaciółką, więc ja tam pójdę - dodał.
-Nie ma mowy. Idę z Tobą - oznajmiła.
-My też idziemy - powiedzieli Matt i Alexz, wchodząc do PW.
-Ale to jest niebezpieczne.
-Musimy ją stamtąd zabrać - odrzekła Alexz.
Zapakowali najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyli. Hermiona, gdy przechodziła przez korytarz widziała ślady walki. Na ścianach i podłodze było mnóstwo kriw. Po chwili dobiegli do nich Harry z Ronem.
-A wy co tu robicie? - spytała.
-Jak to co? To samo co wy... - oznajmił Harry.
-Harry ... ja muszę Ci coś powiedzieć - zaczęła Hermiona i podeszła do chłopaka. Reszta wyszła z zamku.
-Co jest? - zapytał zdziwiony tak nagłą rozmową.
-Ja... moja prawdziwa matka jest ... - zaczęła. Strasznie bała się mu to powiedzieć. "Jak on zareaguję, gdy się dowie, że moja matka jest żoną Voldemorta? Voldemort jest przecież największym wrogiem Harry'ego.
-Wiesz kim jest Twoja matka? - spytał, uśmiechając się. Ucieszył się, gdy usłyszał, że jego najlepsza przyjaciółka w końcu odnalazła swoją prawdziwą matkę. Był pewien, że wszystko się teraz ułoży. Jak bardzo się mylił... Hermiona przełknęła ślinę. Dopiero po chwili zaczęła mówić.
-Moją prawdziwą matką jest ... - zrobiła pauzę - jest żoną Toma Riddle'a - spojrzała niepewnie na bruneta, czekała na jego reakcję. Ten natomiast spojrzał na dziewczynę. Jego twarz nie wyrażała nic, dosłownie.
-Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Przecież to nie możliwe. Jak? - powiedział po chwili przerwy. Nie wierzył w to co usłyszał.
-To nie wszystko - oznajmiła.
-O serio? Co jeszcze chcesz mi powiedzieć? - odpowiedział z odrobiną sarkazmu.
-Nicky jest moją siostrą.
-To już wiem.
-...ale mamy innych ojców. Ja na razie swojego nie znam, ale ojcem Nicky jest ... Voldemort.
-Co takiego?!?!
-Musiałam Ci to powiedzieć - Harry w tym momencie usiadł pod ścianą. Był w totalnym szoku. "Co za pech..." Hermiona podeszła powoli do Harryego. Po chwili jednak do zamku wszedł Ron.
-Idziecie? - spytał, oczekując na szybką odpowiedź.
-Tak - oznajmił brunet, wstając.
-Harry...
-Nie teraz Hermiono. Pogadamy o tym innym razem - odrzekł i ruszył za rudowłosym.

Nicky znalazła się przed wielką Willą. Trzy razy większą od tej, w której mieszkała prze całe swoje dotychczasowe życie. Jeden ze śmierciożerców poinformował ją, że to jej dom. Początkowo była zszokowana tym widokiem.
Z jednej strony cieszyła się, że spotka swojego prawdziwego ojca. Tak bardzo chciała go poznać, znała tylko jego imię i nazwisko. Ale z drugiej strony bała się tego spotkania, nawet bardzo. Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Weszła za śmierciożercami do swojego domu. Był bogato ozdobiony.
-Idź do tego gabinetu - wskazał na jedne z drzwi - i poczekaj na swojego ojca. - Nicky kiwnęła głową i ruszyła w stronę drzwi. Weszła do pokoju, który był strasznie ponury. Na ścianach nie było żadnych obrazów. Zasłonięte były okna. Ogólnie pokój był mroczny i smutny. Dziewczyna usiadła na krześle i czekała. Czekałą na poznanie swojego ojca, którego nie widziała od urodzenia... Po chwili do pokoju weszła pewna kobieta. Wyglądała na około 35-40 lat. Miała piękne, długie, czarne włosy i zielone oczy. Tak samo jak Nicky.
-Kim jesteś? - spytała się owa kobieta.
-Ja jestem Nicky - podała rękę kobiecie, która była niczego nieświadoma.
-Co robisz w moim domu? - zapytała ponownie. Tym razem trochę szorstki.
-To jest pani dom? Myślałam, że mojego ojca - oznajmiła zdziwiona, siadając.
-C-co? - wykrzyknęła głośno kobieta, na co Nicky się przestraszyła. Dopiero teraz zrozumiała - Nicky Sanders? - spytała łamliwym głosem.
-Skąd pani wie? - kobieta była w szoku. Właśnie rozmawiała ze swoją córką, którą zostawiła zaraz po narodzeniu u Sandersów. Z wrażenia opadła na krzesło. Nastąpiła cisza, którą w pewnym momencie ktoś przerwał, otwierając drzwi. Był to mężczyzna w kapturze. Gryffonka gdy go zobaczyła przestraszyła się. "Czy to jest mój ojciec?" - myślała. Zakapturzony człowiek miał strasznie dziwną twarz, taką straszną.
-Marie-Christine - odezwał się po chwili - Możesz nas zostawić.
-Zaraz, zaraz. Marie-Christine??? Riddle??? - spytała gwałtownie wstając. Nie mogła w to uwierzyć. Jej matka tak się nazywała.
-Ooo proszę....Pogadamy później!! - zwrócił się nie miło do kobiety - Wyjdź!!! - Marie-Christine nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową i po cichu wyszła z gabinetu. "Czy ona się go boi?" - pomyślała. Mężczyzna ściągnął powoli kaptur i tym samym ukazał swoją całą twarz. Dziewczyna, gdy zobaczyła kim on jest momentalnie odeszła kilka kroków do tyłu, przewracając się o krzesło.
-Proszę nie!!! - była jednocześnie zła i zrozpaczona. (Kto by nie był, gdyby się dowiedział, że jego ojcem jest Voldemort? :P - dop. od aut.) - Nie możesz być moim ojcem! Nie jesteśmy do siebie w ogóle podobni, nie jestem i nie będę taka jak ty!!! To musi być jakaś pomyłka. Pomylili mnie z kimś... - zaczęła bezsensownie gadać. Nie mogła uwierzyć w to, że jest córką Voldemorta. Nie wiedziała, że Tom Riddle to właśnie on. Strasznie cieszyłą się na to spotkanie, ale gdyby tylko wiedziała...
-Uspokój się - oznajmił spokojnie - Nie ma żadnej pomyłki. Jesteś moją córką.
-Nie, nie, nie! - zaczęła trząść głową na boki. Dopiero teraz przypomniało jej się o matce - A co z moją matką?? - zapytała, ale po chwili żałowała, że zadała to pytanie. Voldemort walnął pięścią w biurko. Strasznie się wkurzył - Nicky milczała. Bała się cokolwiek powiedzieć.
-Dziwka, a nie matka! - krzyknął zły - I niedługo zostanie posłana na tamten świat - Gryffonka nie wiedziała o co chodzi, ale nie mogła na to pozwolić. Dopiero co poznała swoją matkę i już miała ją stracić? Ooo nie...
-I co? Może mnie też zabijesz, hmm? Wybij całą swoją rodzinę najlepiej.
-Niestety, ale Ciebie muszę zostawić przy życiu. Jesteś moją następczynią - powiedział z lekkim, wrednym uśmieszkiem.
-NIGDY!!! - krzyknęła - NIGDY NIE BĘDĘ TAKA JAK TY!!! - spojrzała na niego z pogardą - Już wolę zginać, słyszysz? Wolę zginąć.
-No proszę. Charakterek to masz po mnie - wiedział, że ją tym zdenerwuję, ale chciał ją wkurzyć.
-Nie prawda!!! - wykrzyknęła ponownie - Nie zostanę Twoją następczynią - oznajmiła trochę ciszej.
-Nie? No cóż ... trudno - powiedział wzdychając. Nicky była zdziwiona jego reakcją - Będę w takim razie musiał zabić Twojego przyjaciela - wstał i podszedł do drzwi.
-Co? Jakiego... - nie skończyła, gdyż Voldemort otworzył drzwi tym samym pokazując hol, na którym klęczał strasznie poraniony Nikko. Łzy zaczęły jej spływać po rumianych policzkach. "Co mam robić?" - myślała. Chciała do niego podbiec, ale jeden ze śmierciożerców ją przytrzymał.
-Puść mnie - krzyknęła w stronę faceta. Bała się, że może go stracić. Nie chciała by mu się coś stało.

Heh :P W końcu się zebrałam i dodałam notkę :P Przepraszam, że wcześniej nie dodawałam, ale po prostu nie miałam czasu. Jeszcze te testy pisałam to już w ogóle :P Postaram się nadrobić wszystkie zaległości w czytaniu xD
http://blizniaczki-w-hogwardzie.mylog.pl <- moje opo, HP :P
Jeżeli ktoś lubi "Naruto" niech wchodzi na http://sasuke-naruto-sakura.mylog.pl, gdzie wraz z siostrą piszemy opowiadanie :P PozdróFFka :*
Nowa notka niebawem xD
komentarze [18]

Rozdział IX "Śmierciożercy w Hogwarcie" >> sobota, 31 marca 2007 17:37:07


Drzwi się otworzyły i po chwili do sali wszedł jeden ze śmierciożerców. Zdjął kaptur i tym samym ukazał swoją twarz.
-Co tu robisz ... z tą szlamą? - oczy Draco jak i Hermiony znacząco się powiększyły, gdy zobaczyli Lucjusza Malfoya.
-Ty...?
-Zamknij się - krzyknął Malfoy senior i wyciągnął różdżkę.
-Co Ty chcesz jej zrobić? - zapytał ślizgon z przerażeniem.
-A jak myślisz? - odpowiedział pytaniem na pytanie i podszedł kilka kroków bliżej do dziewczyny.
-Przecież nie możesz jej zabić, ona jest córką Czarnego Pana - krzyknął głośno w stronę swojego ojca.
-Co?!?! - zapytała Hermiona zdziwiona i przerażona. Jednakże nikt jakby nie usłyszał jej pytania.
-Bzdura. Czarny Pan tak myślał, ale sie mylił. To jest córka Marie-Christine Riddle.
-Marie-Christine Riddle jest żoną Czarnego Pana jakbyś zapomniał - oznajmił spokojnie.
-Hahaha .... - zaczął się śmiać - widocznie się puszczała z kimś innym. Mam zabić tą szlamę i to zrobię - powiedział i wycelował różdżką w dziewczynę. Hermiona trzęsła się ze strachu i z tego co usłyszała. Bardzo się bała. W pewnym momencie stanął przed nią Draco Malfoy.
-Jeżeli chcesz ją zabić, musisz zabić najpierw mnie - odrzekł i spojrzał z nienawiścią na ojca. Nienawidził go z całej siły. Czy można nazwać go ojcem? Nigdy go nie było w domu, gdyż służył i zabijał dla Voldemorta. Jeżeli przychodził do domu to tylko po to, by rzucić na swojego syna Cruciatusem. Gdy Draco miał skończyć 17 lat miał wstąpić w szeregi Voldemorta. Malfoy nie za bardzo tego chciał, ale gdyby tego nie uczynił prawdopodobnie stracił by swoją matkę, którą bardzo kochał i oddał by za nią życie. Nie miał więc żadnego wyboru. Teraz stał przed swoim ojcem i czekał na jego ruch. Gryffonka zastanawiała się dlaczego ślizgon to robi, dlaczego staję w jej obronie. "Cały czas wyzywał mnie od szlam, a teraz staje przed swoim ojcem i mnie obrania" - myślała.
-Crucio! - krzyknął Lucjusz i Draco upadł na podłogę. Zaczął zwijać się z bólu. Widać było, że bardzo cierpi. Hermiona klęknęła przed chłopakiem, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
-Przestań, słyszysz. To Twój syn, nie możesz go tak krzywdzić - powiedziała i spojrzała na mężczyznę. Starszy z rodziny Malfoyów o dziwo odwrócił zaklęcie. Ślizgon był cały mokry. Dziewczyna pomogła mu wstać.
-Już nigdy więcej mi tego nie zrobisz - powiedział ledwie słyszalnie - Avada... - chciał rzucić zaklęciem uśmiercającym w swojego ojca.
-Draco nie!!! - krzyknęła głośno Hermiona i opuściła różdżkę chłopaka.
-Draco? Ty nigdy nie nazwałaś mnie po imieniu - oznajmił na nią spoglądając.
-To nie ma teraz znaczenia. To Twój ojciec. Nie możesz go zabić. Co prawda w żaden sposób nie przypominał ojca. Nie nauczył Cię kochać, a także szanować innych ludzi, ale to Twój ojciec. Nie możesz tego zrobić.
-Bardzo wzruszająca, ale ja mam zadanie do wypełnienia - powiedziała Lucjusz Malfoy i po raz drugi wymierzył różdżką w Hermionę.
-Expeliarmus - krzyknęła profesor Mcgonagall wchodząc do sali i tym samym pozbawiając śmierciożercę kawałka drewna. - Wyjdźcie stąd szybko - zwróciła się do Draco i Hermiony.
Dziewczyna wzięła pod ramię ślizgona i wyszła z nim z sali. Słyszeli głośne krzyki i rozbijane przedmioty niedaleko nich. Zaprowadziła go do pokoju wspólnego gryffonów. Chciała poinformować innych, że śmierciożercy wdarli się do zamku.
-"Rosceptum Pertulus" - podała hasło Grubej Damie, lecz ta jakby nie usłyszała tego co powiedziała Gryffonka.
-"Rosceptum Pertulus" - powtórzyła.
-Nie wpuszczę Cię razem z tym .... ślizgonem - oznajmiła patrząc z obrzydzeniem na Malfoya.
-Zamknij się i nas przepuść - krzyknęła zła - Inaczej pójdę do profesora Dumbledore'a - Gruba Dama się skrzywiła i pozwoliła im przejść przez portret. Przy kominku ujrzała Harryego, który siedział na fotelu. Był zdziwiony tym, że Hermiona trzyma Draco Malfoya.
-Co on tu robi? - zapytał wkurzony.
-Harry, śmierciożercy tu są - powiedziała - On mnie uratował. Pomóż mi - brunet oszołomiony pomógł położyć chłopaka na kanapie.
-Śmierciożercy w Hogwarcie? Jak się tu dostali? - zapytał będąc cały czas w szoku.
-Nie wiem. Gdzie wszyscy? - spytała rozglądając się po pokoju wspólnym.
-W swoich dormitoriach - odpowiedział - Pójdę obudzić chłopaków - zaproponował i pobiegł po schodach. Gryffonka usiadła przy blondynie.
-Czemu to zrobiłeś, co? - zapytała. Nie oczekiwała na odpowiedź, ponieważ myślała, że ślizgon śpi. Myliła się jednak.
-Powinnaś wiedzieć - powiedział, podnosząc powoli powieki.
-O czym Ty mówisz?
-Nie domyślasz się? - zrobił pauzę i usiadł - Hermiono ja Cię...
-Tylko nie mów, że mnie kochasz, bo w taką bzdurę nigdy nie uwierzę. Zawsze wyzywałeś mnie od szlam, więc teraz nie uwierzę w żadne Twoje słowo - odpowiedziała wstając.
-Miona... - zaczął.
-Przestań, słyszysz? Dla Ciebie jestem zwykłą szlamą. Tylko przyjaciele mówią do mnie Miona, ty nim nie jesteś.
-Ale ja naprawdę...
-Wiesz co? Lepiej pójdę do dormitorium dziewcząt i je obudzę - oznajmiła i ruszyła szybkim krokiem w stronę schodów. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. "Draco Malfoy? Nie ... to niemożliwe. Łże i tyle. Nabija się ze mnie, albo założył się z kolegami...o nie...ja nie jestem taka łatwowierna. Co to to nie."

Nicky spała w SS. W nocy usłyszała dziwne odgłosy. Chwilę później ktoś otworzył drzwi i wszedł do skrzydła. Dziewczyna się przestraszyła i szybko wstała. Sięgnęła po różdżkę, która leżała na nocnej szafce i była gotowa do walki.
-Kim jesteś? - spytała.
-Twoim przyjacielem - odpowiedział ktoś wyjawiając się z ciemności.
-Nie prawda. Czego ode mnie chcesz?
-Chcę, żebyś ze mną poszła - oznajmił.
-Gdzie?
-Do Twojego ojca.
-Wiesz gdzie jest mój ojciec? Żyję? - zapytała z nadzieją w głosie.
-Tak.
-Ale...jak? Skąd...? - spytała zszokowana. Właśnie spotkała osobę, która wie gdzie jest jej ojciec. Z jednej strony bardzo się cieszyła, ale z drugiej bała. "A co jeśli on chce mi zrobić coś złego?" Po chwili usłyszała jak ktoś woła ją po imieniu. Od razu rozpoznała ten głos.
-Nikko... - wyszeptała.
-Nicky, Nicky - krzyczał, biegnąc korytarzem. Wbiegł do SS i zobaczył śmierciożercę stojącego na przeciwko dziewczyny. - Odejdź od niej 0 krzyknął głośno w stronę starszego faceta w kapturze.
-Powiedz swojemu przyjacielowi, żeby nie był taki waleczny, bo może się to dla niego źle skończyć - odrzekł śmierciożerca.
-Nikko co Ty tutaj robisz? - spytała podchodząc do niego.
-Wysłannicy Voldemorta wdarli się do zamku, nie wiadomo ja. Są osoby śmiertelne - powiedział na jednym wydechu.
-Co? Czemu? - zwróciła się do mężczyzny w czarnym płaszczu.
-Nie było innego wyjścia. Musieliśmy po Ciebie przyjść.
-Przeze mnie zabiliście niewinne osoby? Jak mogliście? - zapytała
-Jeżeli nie pójdziesz z nami zginie jeszcze więcej, a w tym Twoi przyjaciele.
-Co?!?! - spojrzała na Nikko. "Nie mam innego wyjścia - pomyślała - Muszę iść z nimi. Jeśli tego nie zrobię oni zginą" Schowała twarz w dłoniach.
-Nicky... nawet o tym nie myśl - zaczął chłopak, wiedząc o czym gryffonka myśli. Ona natomiast podeszła do niego i namiętnie pocałowała. Pocałunek był krótki, ale oboje długo na to czekali i to wystarczyło. Dopiero teraz Nicky coś zrozumiała. Teraz gdy musiała odejść i nie wiadomo czy kiedykolwiek wrócić. Nie miała pojęcia co od niej chcą i kim jest jej ojciec. Odkleiła swoje usta od ust chłopaka i szepnęła mu do ucha.
-Przepraszam
-Za co? - spytał zdezorientowany.
-Za to co właśnie zrobię. - wycelowała w niego różdżką - Drętwota! - złapała go, gdy miał upaść. Położyła na podłodze i poszła za mężczyzną. Szli korytarzem. Nicky widziała jak uczniowie walczą z wysłannikami Czarnego Pana.
-Idziemy - powiedział facet, który przyszedł po gryffonkę do zakapturzonych osób i chwilę później wszyscy lecieli na miotłach.

I jak? Podoba się :P? Dodałam notkę szybciej niż się spodziewałam, ale to chyba dobrze :P Ci którzy chcą być powiadamiani o nowych notkach niech wpiszą się do księgi gości :P Aaa i jak chcecie to wejdźcie na http://hogwarcka-szkola.mylog.pl/ i zapiszcie się do szkoły ;) Ja już się zapisałam, polecam ;)
No to by było na tyle ;)
Pozdrawiam i całuję! ;*
Pa ;*
komentarze [26]

Rozdział VIII "Atak śmierciożerców" >> piątek, 16 marca 2007 16:34:58


Hermiona leżała na łóżku w skrzydle szpitalnym. Obok znajdowała się Nicky, lecz w porównaniu do Hermi ta była nieprzytomna. Wstała z łóżka i do niej podeszła. Stali ta między innymi Matt, Alex, Nicky, Draco, Blais i Nikko. Ci dwaj ostatni zabijali się wzrokiem. Chwilę później dziewczyna się obudziła. Była bardzo zdziwiona tym gdzie się znajduję i tym ile ludzi stoi przy jej łóżku. Gdy spojrzała w oczy Dracona ujrzała Lucjusz Malfoya. Gwałtownie wstała uderzając głową o ścianę. Przestraszyła się. Dopiero chwilę później przypomniała sobie o owej kopercie którą znalazła w swoim domu. Wsadziła rękę do kieszeni. Kiedy wiedziała, że list nadal znajduję się w jej kieszeni, delikatnie się uśmiechnęła. Naraziła swoje życie, by zdobyć ten list. Gdyby nie jej spryt i umiejętności już by nie żyła, albo co gorsza .... stała by przed Voldemortem. "Skąd oni wiedzieli, że tam będziemy?" - przemknęło jej - "A jeśli Draco jest po stronie swojego ojca? I tym samym po stronie Lorda Voldemorta? Nie to nie może być prawda ... bo niby skąd by wiedział, że mam zamiar się tam udać? Nie mówiłam mu. Ta opcja odpada. Muszę wierzyć, że jest po dobrej stronie." Gdy skończyła rozmyślać, podszedł do niej Matt i ją przytulił.
-Pani Pomfrey powiedziała, że już jutro będziesz mogła stąd wyjść - poinformował ją przyjaciel.
-Jutro? Ja chcę dzisiaj stąd wyjść - oznajmiła oburzona.
-Twój organizm jest zbyt osłabiony - odrzekł Nikko, podchodząc do niej bliżej.
-Byłyście w Zakazanym Lesie? - spytał Draco. Nicky zauważyła, że Hermiona chce coś powiedzieć. Nie wiedziała czy ona potrafi kłamać, dlatego odpowiedziała szybciej.
-Tak, a potem coś mnie zaatakowało i ....... Mogę porozmawiać z Draco, Mattem i Hermioną na osobności? - zwróciła się do pozostałych.
-Jasne - powiedzieli chórem i wyszli ze skrzydła.
-Nie byłyśmy w ZL ... tzn. byłyśmy przez chwilę, ale tylko po to żeby się stamtąd teleportować.....
-Nicky - krzyknął Matt - Możesz za to wylecieć...
-Tak, wiem - przełknęła głośno ślinę - Ale musiałam. Musiałam się dowiedzieć o swoich prawdziwych rodzicach, dlatego teleportowałam się do swojego domu. Później niestety do domu wparowali śmierciożercy....
-Matt z Draconem zrobili zdziwione, ale zarazem zszokowane miny. - Twój ojciec - spojrzała na Malfoya - chciał mnie zabić - dodała po krótkiej pauzie....Blondyn się wkurzył i kopnął w jedną z szafek, znajdujących się przy łóżku.
-Co za gnój - krzyknął - Przepraszam Cię Nicky.
-Draco, przecież to nie Twoja wina, że Twój ojciec jest śmierciożercą. Ważne, że ty jesteś po dobrej stronie.
Następnie po długich namowach wyszli z SS, a ona została sama. Musiała przeczytać zawartość listu. Początkowo Matt nie chciał słyszeć o tym, że Gryffonka ma zostać sama, ale w końcu pielęgniarka wyszła ze swojego pokoju i wygoniła całą trójkę. Wyjęła z kieszeni pogniecioną kopertę i otworzyła zwinięty na wpół list. Zaczęła czytać.

Kochana Nicky!
Na wstępie napiszę, że dla mnie zawsze byłaś i zawsze będziesz prawdziwą córką. Otóż siedemnaście lat temu (dop. od autorki: Jest napisane, że 17 lat temu, gdyż list Nicky miała dostać po uzyskaniu pełnoletności. Ci którzy czytali wcześniejszą notkę powinni wiedzieć o co chodzi) pewna młoda kobieta poprosiła nas byśmy się zaopiekowali jej dzieckiem, czyli Tobą. Miała około 18 lat. Prosiła abyśmy przekazali Ci, gdy dorośniesz, że Twoim ojcem był niejaki Tom Riddle. Nie znamy powodów, dla których Cię zostawiła. Powiedziała tylko, że jesteś w niebezpieczeństwie. Gdy wychodziła przekazała mi list, który załączony jest razem z listem ode mnie. Mamy nadzieję, że nie masz nam za złe, że przez tyle lat to przed Tobą ukrywaliśmy.
Zawsze kochający rodzice.
Tom i Sarah Sanders.

Nicky dopiero teraz zauważyła, że znajduję się w kopercie jeszcze jeden list. Była pewna, że jest od jej prawdziwej matki.

Droga Nicky!
Zapewne jak dostaniesz ten list będziesz już duża i będziesz nienawidziła mnie z całej siły za to, że Cię zostawiłam. Otóż wiedz, że musiałam. Byłam głupia i młoda, gdy poznałam Twojego ojca. Od rozpoczęcia nauki w Hogwarcie, kiedy go spotkałam, zakochałam się w nim do szaleństwa. Niestety, gdy się narodziłaś Tom stał sie złym człowiekiem, bardzo złym. Nie chciałam byś stała się taka jak on, więc zostawiłam Cię w domu państwa Sanders. To bardzo dobrzy ludzie i jestem pewna, że dobrze Cię wychowają. Chciałabym byś wiedziała, że zawsze Cię kochałam i będę kochać. Nie próbuj mnie szukać, bo to nie ma sensu.
Kocham Cię!
Marie-Christine Riddle.

Hermiona siedziała na błoniach nad wodą i rozmyślała. "Ciekawe czy Nicky przeczytała list" - pomyślała i wrzuciła kamień daleko do jeziora, który głośno plusnął i spadł na dno. Dziewczynę niepokoiło jedno. "Po co śmierciożercy weszli do domu Sandersów? Czyżby czegoś szukali? Albo kogoś - przeszło jej przez myśl - Ale po co niby mieliby nas szukać? Na pewno chodziło im o jakiś przedmiot. Wstała powoli i spoglądając ostatni raz w wodę wróciła do zamku. Postanowiła, że pójdzie do Nicky i zapyta ją o list. Strasznie była ciekawa co się z niego dowiedziała..... bo była przekonana, że już go przeczytała. W pewnym momencie któryś z pierwszaków popchnął ją, biegnąc w stronę wyjścia z zamku. Gryffonka ledwo utrzymała równowagę i tym samym nie spadła na podłogę. Jednak chwilę później kolejny uczeń pierwszej klasy ją pchnął, biegnąc za tym pierwszym. Hermiona leciała już w powietrzu, gdy ktoś złapał ją w pasie. Spojrzała w górę i zobaczyła szaro-niebieskie oczy o których co noc próbowała zapomnieć. Draco ironicznie się uśmiechnął i wypuścił ją ze swoich objęć.
-Naucz się wreszcie chodzić, Granger - powiedział, chowając ręce do kieszeni.
-Umiem chodzić kretynie - oburzyła się i odrzuciła swoje włosy do tyłu.
-Co Ty taka ostra? Ja Cię tu ratuje przed upadkiem, a Ty się jeszcze tak mi odwdzięczasz.
-A czemu ty taki milutki, tchórzofretko? - zapytała i się szyderczo uśmiechnęła.
-Co powiedziałaś? - krzyknął ślizgon coraz bardziej wkurzony.
-Chodzi Ci o milutki czy TCHÓRZOFRETKA? - oznajmiła, rozbawiona jego reakcją na słowo tchórzofretka.
-Pożałujesz tego.
-Oh tak, zapewne...Nie boję się Ciebie - oznajmiła i położyła swoje ręce w pasie, przez cały czas wpatrując się w chłopaka.
-Tak? Jeszcze zobaczymy - uśmiechnął się ironicznie i odszedł.
Wróciła do pokoju wspólnego i rozsiadła się wygodnie w fotelu. Chwilę później przez portret Grubej Damy wbiegli zdyszani przyjaciele.
-Hermi - krzyknął Harry i podbiegł do dziewczyny - Nic Ci nie jest? - spytał i mocno ją przytulił.
-Wszystko ok - powiedziała i promiennie się uśmiechnęła.
-Martwiliśmy się o Ciebie ... Gdzieś ty była? Rano czekaliśmy na Ciebie, a Parvati powiedziała, że Cię w pokoju nie ma.
-No tak byłam w domu Nicky - oznajmiła spokojnie. Gryffoni gdy to usłyszeli zrobili zdziwione miny.
-Po co tam byłaś? - spytał Harry - Powiedziałaś jej?
-Musiałam się dowiedzieć coś o moich rodzicach i nie, nie powiedziałam jej - odpowiedziała i wzięła do ręki książkę.
-Jak? Dlaczego? Po co? Czemu nam nie powiedziałaś? - spytał rudowłosy.
-Nie miałam kiedy. Później spotkaliśmy kilku śmierciożerców i musieliśmy uciekać.
-Co oni od was chcieli?
-Nie wiem, ale niedługo się dowiem - oznajmiła i na nich spojrzała.

Hermiona ruszyła w stronę SS. Miała zamiar dowiedzieć się w końcu czegoś o jej rodzicach. Znalazła się w ciemnym korytarzu. Chwilę później coś usłyszała. Odwróciła się w stronę z której dochodziły odgłosy. Ujrzała zakapturzonego mężczyznę. "Czy to jest wysłannik Voldemorta? Co robi tu ten śmierciożerca? Jak się tu dostał?" - myślała. W pewnym momencie owa osoba chciała rzucić zaklęciem w dziewczynę. Gryffonka strasznie się przestraszyła. Myślała, że to już koniec, gdy ktoś popchnął ją na ziemię. Miała zamknięte oczy i nie widziała, kto ją uratował. Bała się je otworzyć.
-Już drugi raz Granger Cię dziś ratuję - powiedział chłopak. Hermiona od razu wiedziała kto to mówi. Podniosła powoli powieki i ujrzała blondyna. Malfoy szybko wstał i pomógł jej wstać. Rzucił drętwotą w śmierciożercę, następnie złapał dziewczynę za rękę i pociągnął ją za sobą. Biegli. Dziewczyna nie wiedziała dokąd, ale była pewna, że przy nim jest bezpieczna.
-Co oni ... tu robią? Jak .... się tu .... dostali? - spytała zmachana, patrząc na chłopaka. On natomiast milczał - Trzeba iść po Harryego trzeba go ostrzec, on nic nie wie - krzyknęła przestraszona i zaczęła iść w stronę wyjścia. Niestety nie udało jej się, gdyż Draco złapał ją za rękę.
-Oni nie przyszli tu po niego.
-J-jak to? - zapytała, oczekując na szybką odpowiedź.
-Oni przyszli tu po Ciebie.
-Co? Jak? Ale...dlaczego? - była w szoku. "Co śmierciożercy ode mnie chcą?" - pomyślała.
-Jesteś córką ... - nie zdążył dokończyć, ponieważ drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem.

Mam nadzieję, że się podobało :D Jeżeli pojawią się jakieś błędy to sorki. Nie miałam zbytnio czasu i szybko pisałam :P Następna notka nie wiem kiedy się pojawi. Teraz mam nowa zainteresowanie :D a dokładnie anime :P więc nie mam czasu. A notki nie było tak długo, ponieważ musiałam układ taneczny wymyślać, a miałam bardzo mało czasu i strasznie dużo nauki. Cały czas jakieś sprawdziany ... masakra ...
Za około miesiąc pojawi się kolejny rozdział. Postaram się wpadać na wasze blogi, ale nic nie obiecuję.
Pozdrawiam!
NarKa :*

Dopisek z dnia 17.03
Nie życzę sobie by na moim blogu pojawiały się spamy. Każdy komentarz reklamujący zostanie usunięty... To takie info jakby co.
Pozdro!
komentarze [20]




Licznik
Mojego bloga czytało już osób

Ja

Dodaj do ulubionych

O mojej osobie

Księga Go�ci
Zobacz
Wpisz się

Archiwum
2006
grudzień (3)

2007
styczeń (3)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (1)
czerwiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
luty (1)
marzec (1)
wrzesień (1)


Bywam i należę
sztuka-kochaniatajemnice-hermionymy-friend-lonelinessdlaczego-mnie-ranisz-dracodotyk-aniola-sasuke-naruto-sakurazycie-albusa-dumbledorelove-story-hermiona-dracolost-in-the-darknessim-gonna-love-you





Szablon
Szablon wykonała Gabrielle